logo
logo
zdjęcie

Dr Zbigniew Kuźmiuk

Wielka Brytania złożyła wniosek o wyjście z UE

Czwartek, 30 marca 2017 (10:46)

Ambasador Wielkiej Brytanii przy UE właśnie złożył wniosek o wyjście tego kraju z UE na podstawie art. 50 traktatu lizbońskiego, który wczoraj podpisała i przedstawiła w parlamencie premier Theresa May.

Od tego momentu obydwie strony: UE reprezentująca 27 pozostałych krajów członkowskich i Wielka Brytania, mają maksymalnie 24 miesiące na wynegocjowanie porozumienia, które będzie określało warunki, na jakich to rozstanie nastąpi.

Jeżeli jednak takiego porozumienia nie udałoby się w tym czasie wynegocjować, to Wielka Brytania przestanie być członkiem UE 30 marca 2019 roku, chyba że cała 27 pozostałych krajów UE będzie skłonna jednogłośnie te negocjacje przedłużyć.

Przypomnijmy, że już kilka dni po ogłoszeniu wyników referendum w Wielkiej Brytanii 28 czerwca poprzedniego roku ówczesny przewodniczący PE Martin Schulz zwołał jego nadzwyczajne posiedzenie, żeby przyjąć przygotowaną „na kolanie” rezolucję.

Wydźwięk przyjętej wtedy przez PE rezolucji był mniej więcej taki, że Wielką Brytanię trzeba wyrzucić z UE wręcz „na zbity pysk”, i to najlepiej natychmiast, bo tak sobie życzą europejskie elity, sądząc prawdopodobnie, że taki, a nie inny sposób rozstania z tym krajem wpłynie ostrzegawczo na inne kraje, w których rodziłyby się tego rodzaju pomysły.

Stąd zdecydowane wypowiedzi szefów chadeków, socjalistów i liberałów, którzy wręcz domagali się, aby ówczesny premier Wielkiej Brytanii David Cameron już na posiedzeniu Rady w dniach 28-29 lipca złożył wniosek w oparciu o art. 50 traktatu lizbońskiego o wyjściu tego kraju z UE.

Po zaledwie dwugodzinnej dyskusji z udziałem Rady, Komisji i szefów frakcji w PE rezolucja w zaproponowanym kształcie została przyjęta. Za głosowało 395, przeciw było 200, a wstrzymało się od głosu 71 europosłów.

Z przeprowadzonej wtedy w PE debaty wynikało, że establishment europejski z głosowania Brytyjczyków nie wyciągnął żadnych wniosków, ponieważ dominowały wypowiedzi, że winni za taki stan rzeczy są nacjonaliści i populiści z Nigelem Faragem na czele.

Ani przewodniczący KE Jean-Claude Juncker, ani kierująca wtedy pracami Rady holenderska minister do spraw europejskich Jeanine Hennis-Plasschaert, ani szefowie największych frakcji PE nie widzieli żadnych win instytucji europejskich. Co więcej, „nabuzowani” złością wobec Brytyjczyków gotowi byli wręcz wymuszać na instytucjach europejskich decyzje w stylu „na złość mamie odmrożę sobie uszy”.

Wielka Brytania powinna wyjść z UE jak najszybciej. Ba, powinna na tym wyjściu ucierpieć, więc ich zdaniem nie może nawet liczyć na takie rozwiązania, jakie mają w relacjach z UE takie kraje jak Norwegia czy Szwajcaria, czyli państwa Europejskiego Obszaru Gospodarczego.

A przecież Wielka Brytania to druga pod względem potencjału gospodarka europejska i piąta gospodarka świata, więc na dobrych z nią relacjach powinno jednak zależeć wszystkim pozostałym 27 krajom członkowskim.

Do tej pory w tym podejściu europejskich elit kierujących głównymi instytucjami europejskimi niewiele się zmieniło, dalej dominuje chęć ukarania Brytyjczyków za decyzję o wyjściu z UE.

Instytucje unijne już dawno wyznaczyły swoich przedstawiciel do negocjacji z Wielką Brytanią: Radę Europejską będzie reprezentował Belg Didier Seeuws, Komisję Europejską – Francuz Michel Barnier, a Parlament Europejski – Belg Guy Verhofstadt, zwolennik rozstania się z tym krajem na twardych warunkach.

Wprawdzie dominujący głos w tych negocjacjach będzie miała Komisja i Rada, ale delegowanie do grona negocjatorów szefa frakcji liberalnej w PE wspomnianego Guya Verhofstadta jest wręcz zaproszeniem do awantur i prób upokarzania tego kraju.

Dr Zbigniew Kuźmiuk

Aktualizacja: Niedziela, 15 października 2017 (20:29)

NaszDziennik.pl