Tym razem dokument szerzący ideę tzw. praw reprodukcyjnych i seksualnych oraz „wszechstronnej edukacji seksualnej” nie został uchwalony przez Komisję ds. Ludności i Rozwoju.
W planach organizatorów, urzędników oenzetowskich agend, aktywistów organizacji „kobiecych” i związanych z nimi ekspertów konkluzje obrad komisji miały umacniać mechanizm uzależnienia międzynarodowej pomocy państwom rozwijającym się od przyjęcia przez nie zobowiązań wprowadzenia szeroko dostępnej, legalnej i bezpłatnej aborcji, masowej dystrybucji środków antykoncepcyjnych, rozszerzenia praktyki sterylizacji oraz objęcia dzieci od przedszkola seksedukacją. Obecnie szczególny nacisk jest kładziony właśnie na to ostatnie. Placówkom edukacyjnym niemal narzuca się programy otwartej seksualizacji dzieci, oswajające od najmłodszych lat z pornografią, masturbacją, homo- czy transseksualizmem.
Debata w nowojorskiej siedzibie ONZ poświęcona była w kolejnych dniach tzw. zrównoważonemu rozwojowi, następnie kwestiom zmian struktury demograficznej społeczeństwa, kwestiom migracyjnym i pomocy międzynarodowej, by w końcu przejść do „praw zdrowia seksualnego”. Oficjalny komunikat mówi, że większość mówców widziała pozytywny wpływ programów „zdrowia reprodukcyjnego seksualnego” na rozwój społeczny i ekonomiczny. Rzeczywiście tak wypowiadali się przedstawiciele organizacji uważających zabijanie nienarodzonych dzieci za prawo człowieka, a więc Planned Parenthood, Amnesty International i kilku innych o identycznym programie.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

