Z dr. hab. Joachimem Diecem z Instytutu Rosji i Europy Wschodniej Uniwersytetu Jagiellońskiego rozmawia Piotr Falkowski
To w Rosji jest największa społeczność muzułmańska w Europie. Jak do tego doszło?
- Trzeba pamiętać, że dawna Rosja, najpierw imperialna, a potem sowiecka, to pod tym względem zupełnie inna Rosja niż obecna. Wcześniej mieliśmy do czynienia z absolutną dominacją ludności rosyjskiej, czy szerzej - słowiańskiej, natomiast narody muzułmańskie były raczej w defensywie. Zdobycie przez Rosję Azji Środkowej w drugiej połowie XIX wieku, a wcześniej wieloletnie walki o Kaukaz nie prognozowały jeszcze niczego szczególnego. Sądzę, że w ogóle w świecie zachodnim nie spodziewano się wielkiej ofensywy islamu. Okres sowiecki okazał się czasem, w którym doszło do poważnych zmian. Największe straty poniosła w tym czasie ludność słowiańska: rosyjska, ukraińska, białoruska. Były to straty ogromne. Jeśliby przeliczyć tych, którzy zginęli podczas wojny, głodu na Ukrainie, represji politycznych itd., przewaga Słowian jest gigantyczna.
Po drugiej wojnie światowej następuje przez pewien czas spokojna, równomierna odbudowa demograficzna, ale już w latach 60. i 70. zaczyna się odwrót od tej tendencji. Wzrost liczebności Rosjan jest znacznie mniejszy, a wręcz można mówić o jego zahamowaniu, zaś z wolna wzrasta liczba ludności muzułmańskiej. Rozpad ZSRS, kiedy odłączyły się republiki środkowoazjatyckie, zmniejszył odsetek muzułmanów w zarządzanym z Moskwy państwie, ale nie zatrzymał wspomnianej tendencji wzrostowej. Podczas dwudziestolecia, które już minęło od powstania Federacji Rosyjskiej, wzrost liczby muzułmanów postępuje bardzo konsekwentnie.
Ale zapewne ci Tatarzy z Kazania, gdzie w ostatnich dniach doszło do zamachów na duchownych muzułmańskich, są inni niż np. Czeczeńcy.
- Oczywiście. Islam na obszarze Federacji Rosyjskiej jest bardzo zróżnicowany. Zupełnie inny jest islam w Dagestanie, a inny islam Tatarów, bardzo dobrze zadomowionych w Rosji. Najstarszy meczet w Moskwie to meczet tatarski. Ludność ta jest w dużej mierze zasymilowana z Rosjanami, nie zmienia to jednak faktu, że w Tatarstanie ciągle rośnie liczba Tatarów w porównaniu z liczbą Rosjan, co budzi niepokój tych ostatnich. Poza tym tych pierwszych jest także sporo w innych miejscach kraju, głównie w Moskwie.
Na północnym Kaukazie islam jest zupełnie inny. Mamy tam do czynienia ze skomplikowaną mozaiką religijno-etniczną, w tym również z rozwojem najbardziej radykalnej szkoły wahabickiej. Obecnie z radykalizmem islamskim kojarzy się głównie Czeczenię, czasem Inguszetię czy Dagestan. Tak nie było zawsze. Przed wojnami czeczeńskimi dominowały w tej republice bractwa sufickie. To, że Czeczeni czy Ingusze zachowywali się nie tak, jak Rosjanie od nich oczekiwali, wynikało bardziej z temperamentu narodowego i obyczajów niż względów religijnych.
Obecne postacie islamu na Kaukazie Północnym mają tendencje do radykalizacji, a nad procesem tym trudno utrzymać kontrolę. Nie sprawuje jej na pewno żaden Zarząd Duchowny Muzułmanów. Radykalne tendencje w islamie rozlewają się na terenie północnego Kaukazu i w metropoliach Federacji Rosyjskiej, ale proces ten nie został ze zrozumiałych względów nagłośniony w mediach. Na Kaukazie Północnym zresztą od dawna obecna była idea swoistego "kalifatu" czy innej formy państwa wyznaniowego. O ile wcześniej głównym wyznacznikiem norm społecznych był adat, czyli prawo zwyczajowe i plemienne, obecnie coraz bardziej dochodzi do głosu szariat.
Na ulicach miast Czeczenii - rządzonej przez uchodzącego za oddanego Putinowi Ramzana Kadyrowa - nie jest dziś w dobrym tonie pokazać się kobiecie bez chusty na głowie. Tego nie obserwowano ani w czasach sowieckich, ani na początku Federacji Rosyjskiej. Czeczeni nie byli muzułmanami radykalnymi. Radykalizacja jeszcze ostrzej przejawia się obecnie w Dagestanie i Inguszetii, ponieważ Czeczenia, jako znany punkt zapalny, została poddana gruntownej kontroli władzy sprawowanej zresztą skutecznie na miejscu.
Jakich jeszcze muzułmanów można spotkać w dzisiejszej Rosji?
- Przede wszystkim imigrantów, na przykład z Azerbejdżanu. Azerów jest w Rosji mnóstwo. Ich liczba dochodzi prawdopodobnie do miliona. W przeciwieństwie do większości muzułmanów obszaru posowieckiego są szyitami, chociaż znacznie bardziej umiarkowanymi niż wyznawcy tego odłamu w Iranie. Są też pochodzący z Azji środkowej robotnicy. Najwięcej jest wśród nich Uzbeków i Tadżyków. Turkmenom trudniej wyjechać z kraju rządzonego przez izolacjonistyczny reżim Berdymuchamedowa, natomiast Kazachowie są zamożniejsi i jeśli już wyjeżdżają do Rosji, to nie w celu zajmowania się pracą na czarno.
Natomiast Uzbecy i Tadżycy, w mniejszym stopniu Kirgizi, pracują tam, gdzie Rosjanie niezbyt chętnie się pojawiają: są dozorcami, śmieciarzami, pracują na budowach czy w taniej gastronomii. I o ile ludność kaukaska pomimo pewnej radykalizacji wpisuje się jakoś w rosyjski paradygmat pluralizmu kulturowego, a wręcz uważa się za przyszłość Rosji, o tyle nie można tego powiedzieć o przybyszach z Azji Środkowej: to społeczność, która żyje zupełnie własnym życiem, stara się być niewidoczna. Kryje się po odległych dzielnicach metropolii, całe dnie ciężko pracuje, koczuje w mało przyjaznych miejscach. W piątek zjawia się jednak często w peryferyjnych domach modlitwy czy raczej wokół nich, ponieważ wewnątrz brakuje miejsca. To setki tysięcy ludzi, głównie w największych metropoliach, przede wszystkim w Moskwie. Ogromna większość tych ludzi nie ma obywatelstwa rosyjskiego.
Skoro muzułmanów jest coraz więcej, to zaczynają w pewnym sensie zagrażać ludności słowiańskiej. - Nie musi to być realne zagrożenie czy nieprzyjazne zamiary, jednak wielu etnicznych Rosjan odbiera to w ten sposób. Są oni świadomi wypierania Słowian z północnego Kaukazu. Nie mówię już o ściśle islamskich podmiotach Federacji położonych wzdłuż obszaru górskiego: Dagestanie, Czeczenii, Inguszetii, Kabardyno-Bałkarii i Karaczajo-Czerkiesji, skąd Rosjanie wyjechali w zdecydowanej większości. Wypieranie Rosjan następuje także z południowych krawędzi terenów rdzennie rosyjskich, także kozackich, głównie w Kraju Stawropolskim.
W Kraju Krasnodarskim sytuacja jest o tyle odmienna, że ze względu na obecność Soczi, które jest oczkiem w głowie Putina z powodu olimpiady, sytuacja jest bardziej kontrolowana. Jest mało prawdopodobne, by ekscesy narodowe czy religijne uchodziły tam uwagi służb. Ale już poza Soczi dzieją się przeróżne rzeczy i społeczeństwo rosyjskie ma świadomość utraty inicjatywy na rzecz ludności muzułmańskiej. W armii rosyjskiej blisko 40 proc. żołnierzy to muzułmanie. Nie dlatego, że się ich celowo rekrutuje, tylko wynika to z liczebności roczników.
Przeciętna rodzina czeczeńska posiada średnio 7-9 dzieci, zaś rosyjska jedno. Poza tym rodzina czeczeńska jest trwała, natomiast rosyjska zdecydowanie nie, większość małżeństw się rozpada. To bardzo niebezpieczne wskaźniki.
Pewna umiarkowana poprawa sytuacji demograficznej Rosji obserwowana w ostatnich latach nie polega na tym, że Rosjanie zaczęli nagle mieć więcej dzieci. Rzecz w tym, że liczba ludności muzułmańskiej jest już na tyle duża, że odciska się na ogólnokrajowej statystyce. W tej sytuacji Rosjanie etniczni mogą wkrótce przestać się czuć jak u siebie w domu. To proces, który daje do myślenia.
Państwo próbuje temu przeciwdziałać poprzez różne programy socjalne, ale dotyczy to wszystkich dzieci. Z zakładanych przez państwo książeczek oszczędnościowych (tzw. kapitału macierzyńskiego) najbardziej korzystają rodziny północnokaukaskie, gdzie liczebność dzieci jest pokaźna. Polityka prorodzinna tego typu mogłaby przynieść pozytywne rezultaty w Polsce, w Rosji jednak posiada podtekst kontrowersyjny. Nie możemy także zapominać, że szczególnie wyraźna depopulacja występuje na etnicznie rosyjskiej prowincji, owa "głubinka", nosicielka ludowych tradycji, wymiera, a ludność ma tendencje do koncentrowania się w kosmopolitycznych metropoliach. W żadnym wypadku nie można tego powiedzieć o prowincji północnokaukaskiej czy tatarskiej, ma się ona całkiem dobrze, czego Rosjanie są świadomi i w obliczu własnej słabości okazują frustrację.
Czy można temu jakoś przeciwdziałać?
- Przede wszystkim można było nie dopuścić do radykalizacji islamu. Gdyby pozwolono na niepodległość Czeczenii i sąsiednich obszarów, uniknięto by wojen, a nieobecność tych krajów uwolniłaby Rosjan od problemu. Teraz też Rosjanie działają krótkowzrocznie. Zachowują się jak niektóre społeczeństwa Europy Zachodniej, wykorzystując tanią siłę roboczą z Azji Środkowej. Ma to swoje plusy, poprzez zatrudnianie nielegalnych imigrantów spadają koszty budownictwa. Niestety, oznacza to także napływ obyczajowo obcej i trudnej do kontrolowania ludności. Z drugiej strony rodzime społeczeństwo odzwyczaja się od niechcianej pracy. W Polsce problem ten niemal nie istnieje, dlatego nie rozumiemy Rosjan, tymczasem oni naprawdę mają podstawy, by czuć się zagrożeni we własnym państwie.
Do czego to może prowadzić? Czy Rosji grozi wojna religijna?
- Do wojny jest jeszcze daleko. Ale bez wątpienia będziemy mieć do czynienia z zaostrzeniem sytuacji wewnętrznej. Tak musi się dziać, gdy maleje udział procentowy etnicznych Rosjan w społeczeństwie, także w armii, służbach specjalnych, we władzy. To wyzwala pewne napięcie. W zwykłych Rosjanach pojawia się poczucie, że władza nie jest po ich stronie, lecz "tamtych" , głównie muzułmanów, w których kieszeni siedzi, których się boi i wykorzystuje do własnych celów. Słowiańska część społeczeństwa traci poczucie więzi z władzą. Na dłuższą metę nie można wykluczyć eskalacji konfliktu, takiego scenariusza jednak trudno Rosjanom życzyć.
Dziękuję za rozmowę.

