logo
logo
zdjęcie

Maria Pyż, Lwów

Zbyt wiele niewiadomych...

Czwartek, 20 lutego 2014 (09:43)

Na początku chciałabym przywitać wszystkich Czytelników portalu NaszDziennik.pl ze Lwowa, czyli z miasta, gdzie toczy się fala strajków i demonstracji.

Wszytko było we Lwowie w miarę spokojnie, aż do nocy 18 lutego. Wtedy było widać najbardziej brutalne sceny strajków, pobicia ludzi, niszczenia budynków i smród spalonych opon oraz widok płonących budynków i samochodów. Kolumny demonstrantów, oddziały Berkutu, strzały i unoszący się dym z sąsiednich budynków – obraz dzisiejszego państwa ukraińskiego. Anarchia i pełen brak zainteresowania zaistniałą sytuacją władzy – oto realny obrazek rzeczywistości.

Biorąc pod uwagę tylko miasto Lwów – zniszczono i spalono 14 budyków – MSW, prokuratury, sądów, urzędów państwowych, 4 oddziały rejonowe milicji, z których skradziono 1200 jednostek broni palnej oraz wojskową część MSW. Pożary zgaszono dopiero nad ranem, a ostatni wymieniony budynek palił się do wieczora, ponieważ istaniało niebezpieczeństwo gaszenia pożaru przez wybuchające od czasu do czasu naboje w składzie broni przy ul. Stryjskiej. Najbardziej szkoda budynków MSW i prokuratury, ponieważ zabytkowych wnętrz i witraży już nikt nie odnowi.

Jeśli chodzi o sytuację w mieście – burmistrz Lwowa A. Sadowy zachęca przedsiębiorstwa do wzmocnienia ochrony, a ludzi do zachowania zimnej krwi. Ale czy to realne? Kiedy w całym mieście żaden milicjant nie przyszedł do pracy, nie pracuje prokuratura czy sąd, nawet linia 102 (milicja), a państwo już wstrzymało wszelkie finansowanie? Chociaż z innej strony – wszystko logiczne. Lwowski milicjant nie ma gdzie pracować, a kijowski urzędnik nie może wypełniać swych funkcji w zajętym budynku. Ale czy ma to obchodzić obywatela? Każdy człowiek chce spokojnie pracować, nie bać się wyjść na ulicę i nie przeżywać, że jego mienie zostanie zniszczone.

I nie chodzi tu o podtrzymanie jakiejkolwiek władzy. Napisany przeze mnie poprzedni artykuł wywołał burzę dyskusji. Od razu mówię – nie podtrzymuję władzy. Ani teraźniejszej, ani alternatywnej, którą nam proponują. Na miejsce teraźniejszej nie przyjdzie nikt lepszy, a dla mnie i każdego zwykłego obywatela od tego, kto siedzi na górze, nic się nie zmieni. Chcemy przedterminowych wyborów – myślę, że są realne, jeżeli już prezydent Janukowycz chce prowadzić rozmowy. Ale co dalej? Czy od razu dostaniemy pracę i europejską wypłatę? Wątpię. A tego właśnie chcemy, stojąc na Euromajdanie. Tu trzeba zmiany systemu i chociaż jednej mądrej głowy.

Taki sam scenariusz jak we Lwowie odbywa się teraz w 10 województwach, czyli prawie połowie Ukrainy. Z tą różnicą, że naszego burmistrza nikt nie stawiał na kolana, nie bił, nie rzucał w niego jajami i nie przykuwał do sceny aby podał się do dymisji, tak jak to było w województwie czerniowieckim czy wołyńskim.

Odpowiedzialność za zaistniałą sytuację przyjęła lwowska obwodowa administracja i rada narodowa, która wymaga, aby wszystkie urzędy podporządkowały się jej zwierzchnictwu. Na czele tych dwóch oragnizacji stoi Petro Kołodij, deputowany partii Swoboda. Deklarowanym głównym zadaniem ww. rady jest utrzymanie porządku w województwie lwowskim, pomoc w odprawie aktywistów do Kijowa i zabezpieczenie kijowskiego Majdanu wszystkimi niezbędnymi rzeczami.

Dwie trasy do Polski są zablokowane – nie ma dojazdu do Medyki i Korczowej. Z jakiego powodu, nie wiadomo. Trasę Kijów – Czop też zablokowano. Wszelkie podjazdy do Kijowa są zamknięte, a poruszanie się po stolicy jest mocno utrudnione.

Według oficjalnej statystyki w Kijowie ok. 800 osób jest rannych i przebywa w szpitalach oraz 28 zabitych, w tym 10 pracowników MSW. Janukowycz obarcza winą opozycję, która wzywała ludzi do broni, a opozycja Janukowycza, który „ostro złamał prawa Ukraińców”. I tu kółko się zamyka. Wniosek? A nie ma. Jedni obarczają winą innych, czyli wszystko jak zawsze, a ludzie sami sobie rzepkę skrobią podczas rewolucji. I tak to wygląda.

To, co się dzieje, nie obchodzi nikogo z rządzących. I obywatel jest nikomu niepotrzebny. MSW przygotowuje akcje antyterorystyczne, poszkodowanych jest 6 dziennikarzy, 342 bojówkarzy MSW przebywa w szpitalu, a 3 rannych nie ukończyło 18 lat. Oto oficjalna statystyka wydarzeń w Kijowie. I tu kończy się sens wszelkich protestów i akcji. Nic nie jest warte więcej niż życie ludzkie. Ten sam protestujący czy ten sam członek Berkutu był czyimś ojcem, bratem czy synem. A czy coś jest ważniejsze od życia ludzkiego?

Księża różnych wyznań i różnej wiary modlą się w imię pokoju w centrum wydarzeń w Kijowie. Czy apogeum już nastpiło? Nie wiadomo. Co będzie dalej? Nie wiadomo. Czy domówi się między sobą władza z opozycją? Nie wiadomo. Bardzo dużo niewiadomych w tej sytuacji. Gdzie są nazwiska przewodniczących oddających rozkazy? Gdzie są cyfry, które przedstawiają realne wydarzenia? Nie wiadomo. Kto z tego najbardziej skorzysta, bo że obywatel, mocno watpię. Jeszcze nie wiadomo. Na Ukrainie za zniszczenie cudzego mienia istnieje kryminalna odpowiedzialność, której jeszcze nikt nie odmienił. To tak do słowa dla tych, którzy myślą, że można bezkarnie coś ukraść, zniszczyć, spalić czy po prostu zabrać.

W ciągu ostatnich miesięcy wyłonił się pośród Majdanu jeden bardzo niebezpieczny nurt – Prawy Sektor – grupujący w sobie nacjonalistyczne organizacje zachodniej Ukrainy.

To oni oficjalnie uznali, że są głównymi inicjatorami zdobycia rządowych budynków w Kijowie. Czy ogranizacja zrzeszająca takie grupy jak „Patriota Ukrainy”, Socjal – Narodowe Stowarzyszenie, WZ „Tryzub” im. S. Bandery, kijowską organizację „Biały mołot”, UNA-UNSO i „Wolę” mogą być bezpieczne? Czy normalnym dążeniem do Europy są media http://banderivets.org.ua? A jest to oficjalna strona Prawego Sektoru, który niestety rozszerza swoją działalność. I kto jest głównym jego przewodniczącym, też nie wiadomo.

Na razie poruszanie się po Lwowie jest niebezpieczne. Mogą rzucać kamieniami w samochód, mogą okraść na ulicy czy po prostu zagrodzić drogę lub spalić auto. Gorąca linia miasta Lwowa działa całodobowo. A czy mają sens jakiekolwiek skargi, jeśli urzędy nie pracują? Coraz więcej niewiadomych. I nie wiadomo, co dalej robić...

Turyści obawiają się przyjeżdżać do Lwowa, rodzice boją się posyłać dzieci do szkoły, bo mer miasta radzi, aby nie wypuszczać je same na ulice, tylko odprowadzać, a w internecie coraz więcej listów i wezwań do broni.

Życzę Państwu przede wszystkim spokoju. Będziemy dalej wspólnie śledzić wydarzenia na Ukrainie. Chciałoby się powiedzieć jakoś standartowo – mam nadzieję, że wszystko wróci do normy czy coś w tym stylu. Ale na razie – nie wiem, na co mieć nadzieję... 

 


Autorka jest redaktorem naczelnym Radia Lwów

Maria Pyż, Lwów

Aktualizacja 13 marca 2014 (10:12)

NaszDziennik.pl