logo
logo
zdjęcie

Dr Andrzej Zapałowski

Rząd pierwszego rzutu

Środa, 26 lutego 2014 (21:25)

Obserwując tempo zmian w polityce ukraińskiej w ostatnich dniach, wydawałoby się, iż rozpoczęła się era trybunałów ludowych. Odwołuje się niezgodnie z prawem prezydenta, pozbawia się go majątku bez wyroku sądowego, na ulice do pilnowania porządku wysyła się zamiast milicji Prawy Sektor.

Groźnie brzmi też stanowisko prokuratora generalnego, który z Majdanu pyta się o zgodę na radykalne rozprawienie się z przeciwnikami, a tu nagle pojawia się rząd nie jastrzębi, ale gołąbków.

Premierem zostaje spokojny i wyważony Arsenij Jaceniuk, wicepremierem ds. integracji europejskiej ma zostać były szef dyplomacji Borys Tarasiuk, mający duże doświadczenie dyplomatyczne, a mało znany Andrij Deszczyc ma objąć tekę szefa dyplomacji.

Resorty społeczne obejmują ludzie z zaplecza Majdanu, bez doświadczeń politycznych. Wydaje się, iż wszystko jest tak, jakby sobie świat wymarzył. Taki skład rządu pokazuje bowiem, iż przy jego montowaniu istotną rolę odegrały Unia Europejska i Stany Zjednoczone.

Pojawienie się w rządzie znanych skrajnych nacjonalistów dałoby argumenty dla przeciwników Majdanu, a przede wszystkim Rosji. Teraz najistotniejszą dla rządu kwestią będzie uchwycenie buntujących się prowincji. Kwestia ich ponownego podporządkowania jest bowiem strategiczna nie tylko dla samej Ukrainy, ale przede wszystkim dla NATO. Przejęcie przez Rosję Krymu, a tym bardziej wschodnich i południowych obszarów Ukrainy, doprowadziłoby do istotnego zbliżenia się tego kraju do Europy Środkowej, a co za tym idzie - Moskwa miałaby dobre narzędzie do ingerowania w tej strefie.

Bardzo znamienne jest także samo ogłoszenie proponowanego składu rady ministrów na Majdanie. Majdan stał się w ten sposób substytutem Rady Najwyższej Ukrainy. To jest także ukłon w stronę tych, którzy tam stoją uzbrojeni, a nowe władze ich nie kontrolują. Zastanawiający jest brak propozycji na ministra obrony narodowej. Radą Bezpieczeństwa Narodowego ma pokierować dowódca Majdanu Andrej Parubij, a jego zastępcą ma zostać Dmytro Jarosz, choć jeszcze nie wyraził na to zgody. To pokazuje, iż resorty siłowe chcą przejąć skrajnie nacjonalistyczne środowiska paramilitarne opowiadające się za twardą polityką obronną.

Wielką niewiadomą jest bark znanych nazwisk Swobody. Prawdopodobnie pod naciskiem zachodniej dyplomacji musieli zejść z widocznych miejsc na rzecz zapewne licznych stanowisk wiceministrów i szefów centralnych organów państwowych.

Wydaje się, iż jest to wygodne dla nacjonalistów także z innego względu. Wiadomo, iż Ukraina ma ciężką sytuację finansową. Jest mało prawdopodobne, aby udało się mimo dużej pomocy Zachodu, bez Rosji ustabilizować sytuację ekonomiczną tego kraju. Może dojść do rewolucji, tym razem nie politycznej, a społecznej, która zgodnie z zamiarem nacjonalistycznej Swobody dokończy rewolucję narodową, zrzucając całą odpowiedzialność na europejską Batkiwszczynę i Udar.

 


 

Autor jest historykiem, adiunktem na Uniwersytecie Rzeszowskim i w Wyższej Szkole Prawa i Administracji w Rzeszowie, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego.

Dr Andrzej Zapałowski

Aktualizacja 19 marca 2014 (14:08)

NaszDziennik.pl