logo
logo

Zdjęcie: Piotr Czartoryski-Sziler/ Nasz Dziennik

Meksyk potrzebuje nawrócenia

Środa, 10 lutego 2016 (03:19)

Aktualizacja: Środa, 10 lutego 2016 (09:42)

Z ks. Fernando Torres Fuentes, rektorem kościoła pw. św. Maksymiliana w Monterrey, rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler

To prawda, że wspólnota przy kościele św. Maksymiliana z roku na rok coraz prężniej się rozwija?

– Wcześniej odprawiane były tutaj tylko Msze św., a teraz kwitnie w tym miejscu życie wspólnotowe. Od 2005 roku, kiedy przybył do naszej parafii biskup Alfonso M. Guardiola, zaczęto uruchamiać grupy parafialne, których jest obecnie około dwudziestu. Codziennie te grupy się spotykają, zarówno w tygodniu, jak i w czasie weekendów. Ksiądz biskup bardzo pragnął bowiem bliskości z ludźmi i wychodził im naprzeciw, zapraszając wiernych do kościoła na Mszę św. w niedzielę. Wiele grup z całej diecezji współpracuje już z naszymi, z czego bardzo się cieszymy.

O jakich grupach mówimy?

– Mamy grupy dziecięce o nazwie „Kroczące z Chrystusem” i młodzieżowe, które mają misję ewangelizacyjną w mieście (jest jedna grupa, która ma również misję ewangelizacyjną poza Monterrey), jest też grupa młodzieży – apostołów krzyża. Swoje grupy mają także dorośli, którzy zajmują się liturgią i duszpasterstwem w środowisku oraz ewangelizacją, jest również grupa adoracji. W duszpasterstwie rodzin zajmujemy się osobami rozwiedzionymi i będącymi w powtórnych związkach. Jest również grupa odnowy, do której należą małżeństwa będące w konflikcie, i bardzo prężna grupa ministrantów. W każdą niedzielę kościół jest zawsze pełen wiernych, w tygodniu na Msze św. przychodzi trzy czwarte osób.

Kult św. Maksymiliana roz-szerza się na cały Meksyk?

– Święty Maksymilian był tutaj osobą praktycznie nieznaną, aż do momentu, kiedy wyszliśmy do ludzi ze swoją sztuką o nim. Ta sztuka sprawiła, że imię św. Maksymiliana zaczęło bardzo szybko rozprzestrzeniać się po całym Meksyku. Wystawiliśmy ją w trzech dużych teatrach w Monterrey, gdzie miało możliwość obejrzeć ją 1800 osób, również – co ciekawe – pokazaliśmy ją w zakładach karnych. To był wielki sukces. Do tej pory bowiem jedyną rzeczą, którą ludzie wiedzieli tutaj o św. Maksymilianie, był fakt, że oddał życie za ojca rodziny. Zachwyciło ich to i poczuli chęć poznania go bliżej.

Jak wiele osób z kościoła św. Maksymiliana jedzie przywitać Papieża Franciszka, który w piątek przybywa do Was?

– Z naszej wspólnoty jadą tylko dwie osoby. Z całego Monterrey jedzie jednak ponad dwa tysiące osób, w tym 1800 młodych ludzi, by pomóc w przygotowaniu infrastruktury. Na mnie przypadła cała praca logistyczna przygotowań do przyjazdu Papieża. Ludzie czują, że Ojciec Święty przyjeżdża, by zrobić duchową rewolucję w Meksyku. Meksykanie wiedzą, że to jest ich Papież, i to napawa ich wielką radością. Jego słowa bardzo dotykają ich wewnętrznie, poruszają i wzywają do działania.

Meksyk potrzebuje dziś nawrócenia?

– Z pewnością. Dla Meksykanów wizyta Franciszka jest tak ważna, jak ważne były dla Polaków wizyty św. Jana Pawła II w Polsce. Meksyk jest pogrążony w korupcji. Niektórzy chcieli, żeby Ojciec Święty nie mówił o tych rzeczach, lecz on zapewnił, że nie zamierza milczeć i będzie tutaj bardzo szczery. Ponieważ sam jest Argentyńczykiem, bardzo dobrze zna rzeczywistość Meksyku. Stąd pewne grupy społeczne chciały zaprosić Papieża niejako na wyłączność, lecz on nie zgodził się. Powiedział, że jest tutaj dla wszystkich, i tak zmienił trasę swojej pielgrzymki, by nikt nie mógł na nią wpływać.

Dziękuję za rozmowę.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Piotr Czartoryski-Sziler

Nasz Dziennik