logo
logo

Zdjęcie: Bo yaser/ Licencja: CC BY-SA 3.0/ Wikipedia

Najbardziej dramatyczny czas

Piątek, 27 maja 2016 (05:24)

Bez pomocy świata, który musi wreszcie zdecydować o położeniu kresu wojnie w Syrii, kraj ten w końcu przestanie istnieć. Zwrócił na to uwagę o. Firas Lutfi – przełożony ostrzelanego ostatnio kolegium franciszkańskiego w Aleppo.

Zauważył, że ostatni miesiąc był najbardziej dramatycznym w całej wojennej historii tego miasta, i wezwał wspólnotę międzynarodową do otwarcia kanałów humanitarnych, którymi uchodźcy, bez narażania życia i napychania kies handlarzy ludźmi, mogliby bezpiecznie opuścić ten pogrążony w wojnie kraj. Zdaniem franciszkanina, pytanie „Uciekać, czy zostać” jest najczęstszym, jakie zadają mu wierni.

– Aleppo jest najbardziej umęczonym miastem w Syrii, najbardziej doświadczanym. Nasze franciszkańskie kolegium do tej pory było oazą względnego spokoju, gdzie gromadziły się dzieci i młodzież. Niestety także ten dom został ostrzelany. Przez ostatni rok znalazły w nim schronienie osoby stare i chore, które musiały opuścić swe zbombardowane domy. Z każdym dniem nasze miasto jest coraz bardziej ostrzeliwane, jakby chcieli nam pokazać, że w Aleppo nie ma już ani jednego miejsca, w którym moglibyśmy czuć się bezpiecznie – powiedział w Radiu Watykańskim ojciec Lutfi.

Jednocześnie podkreślił, że „mimo tej dramatycznej sytuacji życie jakoś się toczy, ludzie starają się pracować, by mieć z czego wyżywić rodzinę”. – Jednak nikt z nas nie może być pewien, czy wychodząc z domu, jeszcze do niego wróci – dodał ze smutkiem.

Zakonnik przypomniał, że w mieście tym mieszkało przed rozpoczęciem obecnej wojny 150 tys. chrześcijan, a dziś zostało ich może 30 tysięcy. – Jeśli sytuacja się nie zmieni, wyznawcy Chrystusa będą w Syrii należeli do rzadkości. Kiedyś było nas dwa miliony, ale 60 proc. już uciekło. Jedynym ratunkiem dla mojej ojczyzny może być stanowcza decyzja świata o zakończeniu tej wojny – stwierdził z przekonaniem o. Firas Lutfi.

RS, KAI

NaszDziennik.pl