Komboniański misjonarz zwraca też uwagę na ogromny kryzys humanitarny, z którym od zbyt długiego już czasu boryka się to najmłodsze państwo Afryki. Pogłębia go nie tylko kolejna eskalacja przemocy, ale i galopująca inflacja.
– To już dwa lata, jak przeżywamy sytuację niekończącego się kryzysu: głód zagląda w oczy obecnie ok. 5 mln Sudańczyków. Sytuację pogarsza wojna, coraz bardziej brakuje też potrzebnych środków. Prawie wszystkie organizacje pozarządowe uciekły, zostało zaledwie kilka – powiedział Radiu Watykańskiemu ks. Moschetti.
Duchowny podkreśla, że dialog między zwaśnionymi plemionami jest praktycznie niemożliwy.
– Gospodarka przeżywa prawdziwą zapaść. Mamy w tym momencie największą na świecie inflację sięgającą 300 proc. Sudan Południowy staje się coraz bardziej etniczną beczką prochu. Jesteśmy na krawędzi ludobójstwa, tak jak to miało miejsce w Rwandzie. Tam były tylko dwa plemiona, tutaj jest ich 64, ale tak naprawdę walka toczy się między dwoma największymi: Nuer i Dinka. Dialog z ich przywódcami jest bardzo trudny, ponieważ nie są oni politykami, tylko zwierzchnikami wojskowymi – stwierdza ks. Moschetti.
Sudan Południowy ogłosił niepodległość 9 lipca 2011 r. na mocy porozumień pokojowych, które zakończyły 22-letnią wojnę domową pomiędzy Północą a Południem; zginęło w niej ponad 2 mln ludzi, a 4 mln musiało uciekać ze swoich domów. Jednak pokój w niepodległym Sudanie Południowym trwał krótko. W grudniu 2013 r. prezydent Salva Kiir – przedstawiciel grupy etnicznej Dinka – rozpoczął walkę o władzę ze swoim zastępcą Rijeką Macharem z grupy Nuer. W wyniku tej wojny zginęło kilkadziesiąt tysięcy ludzi, a 2 mln opuściło swe domy. Porozumienie pokojowe Kiir i Machar podpisali w sierpniu 2015 r. Zobowiązało ono obu polityków do podziału władzy. Jednak w lipcu br. walki wybuchły na nowo.

