Zabójca Heleny długo nie chciał zgodzić się na przeprowdzenie wizji lokalnej. W końcu został przywieziony do ochronki, gdzie rozegrał się dramat. Początkowo nie przyznawał się do popełnionego czynu.
– Po długich godzinach śledztwa, siostry, które tam pracują, podały mu picie oraz koc, ponieważ było zimno i ten gest sprawił, że coś drgnęło w sercu tego młodego człowieka, nieszczęśliwego i porzuconego przez rodziców. Wtedy postawił pytanie: „czy siostry i rodzice mi przebaczą?”. Zrozumiał, że już je otrzymał. Rzucił się na kolana i zaczął mówić, prosić, aby mu przebaczyć. Przyznał się do wszystkiego i chciał przyjąć każdą karę, nawet największą, aby mógł w jakiś sposób spłacić ten dług, jaki zaciągnął przez swoje złe postępowanie – wyjaśnia ks. bp Jan Zając, wujek Heleny.
Biskup pomocniczy archidiecezji krakowskiej ogromnie poruszony tym nawróceniem dodaje:
– Krew wylana przez Helenę wołała o przebaczenie, o darowanie, do Ojca bogatego w miłosierdzie. Życie oddane w ofierze przynosi takie efekty miłosierdzia Bożego. Miłość miłosierna to miłość bez granic, która leczy ludzkie serca, obala mury odgradzające nas od Boga i siebie nawzajem.
Zabójcy Heleny grozi kara nawet 30 lat pozbawienia wolności.

