logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Winy braci i sióstr naszych przebacz, o Panie

Czwartek, 18 grudnia 2014 (02:00)

„To jest moja matka, ta Ojczyzna! To są moi bracia i siostry!” – wtedy podniósł głos, w którym pobrzmiewał ból i prorocki gniew. Gdzieniegdzie rozbrzmiewały oklaski, a on, nie zważając na nic, wołał z mocą: „I zrozumcie, wy wszyscy, którzy lekkomyślnie podchodzicie do tych spraw, zrozumcie, że te sprawy nie mogą mnie nie obchodzić, nie mogą mnie nie boleć! Was też powinny boleć! Łatwo jest zniszczyć, trudniej odbudować. Zbyt długo niszczono! Trzeba intensywnie odbudowywać! Nie można dalej lekkomyślnie niszczyć!”.
Był rok 1991. Święty Jan Paweł II szukał śladów Dekalogu na wolnej już ponoć ojczystej ziemi.
Ówcześni rodzice, do których Papież kierował wprost swe rozważanie o rodzinie, dzisiaj mają po pięćdziesiąt lat. Ich dzieci weszły w dorosłe życie, może też już mają potomstwo. Czy młodzi małżonkowie początku lat dziewięćdziesiątych posłuchali papieskiego wezwania? Czy podporządkowali swe życie rodzinne, zawodowe i małżeńskie wskazaniom Dekalogu? Patrząc na ogół naszego życia społecznego, wydaje się, że nie… A przecież tak bardzo tamta pielgrzymka była zakrzykiwana, obrzucana błotem – po raz pierwszy wyliczano, „ile kosztuje Papież” w Ojczyźnie. Skarżono się, że Ojciec Święty nie rozumie już Polaków, że straszy i grozi.
Prosimy o przebaczenie win naszych braci i sióstr. Myślimy zarówno o tych, których łączą z nami więzy krwi, jak i o tych, z którymi jesteśmy związani w jeden organizm – najpierw wiary, potem Narodu, wreszcie ziemi, na której mieszkamy. To związanie, ten wzajemny system odniesień i wielorakich zależności sprawia, że grzech jednego z członków osłabia całe ciało. Nie możemy jednak pozbawić się zbyt łatwo nikogo z owego wielkiego organizmu, nie wycina się bowiem pod byle pretekstem żadnego z chorych członków ciała.
Święty Jan Paweł II wzywał do odbudowania polskiego braterstwa, do solidarności serc i sumień, do wyobraźni miłosierdzia. Gdy dziś powracamy do jego słów z pamiętnego 1991 roku (pochodzących z homilii wygłoszonej na kieleckiej ziemi, z której zaczerpnięty został też początkowy cytat), brzmi nam w uszach wezwanie do rozliczenia: „Tak, trzeba wychowania do wolności, trzeba dojrzałej wolności. Tylko na takiej może się opierać społeczeństwo, naród, wszystkie dziedziny jego życia, ale nie można stwarzać fikcji wolności, która rzekomo człowieka wyzwala, a właściwie go zniewala i znieprawia. Z tego trzeba zrobić rachunek sumienia u progu III Rzeczypospolitej!”.
Ten rachunek sumienia nigdy chyba nie został zrobiony. Winy nie zostały wyznane, a więc także nieodpuszczone. Dźwigamy wielki balast. Miserere nobis, Domine…

ks. Łukasz Kadziński

Nasz Dziennik