logo
logo

Dziś w
„Naszym
Dzienniku”

Zdjęcie: arch./ Inne

Głos krwi męczenników naszych usłysz, o Panie

Sobota, 20 grudnia 2014 (02:00)

W tekście rozważanej Litanii przyzywamy męczenników, którzy zaznaczyli dzieje Polski heroicznym świadectwem wierności łasce chrztu i ofiarą życia. Obok tych znanych z imienia Bóg ukrył w cieniu historii, niczym w zagłębieniu skalnym, rzesze innych, nieznanych bliżej, którzy cierpieniem zaświadczyli o swej wierze.

Ujrzał ich (a z nimi wszystkich męczenników świata) Jan Apostoł podczas widzenia na wyspie Patmos: „Oto wielki tłum, którego nie mógł nikt policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków, stojący przed tronem i przed Barankiem. Odziani są w białe szaty, a w ręku ich palmy” (Ap 7,9). Gdzieś pośród nich jest wielu Polaków: od ofiar buntu przeciw pogaństwu z początków chrześcijaństwa na naszych ziemiach poczynając; przez obrońców chrześcijaństwa z wielkich bitew – Legnickiej, Wiedeńskiej czy Warszawskiej – konfederatów z Baru, prześladowanych mieszkańców Kresów, zakonników, którym przebijano gwoźdźmi tonsury, siostry zakonne (jak Siostry Elżbietanki z Nysy i Wrocławia, stające w obronie własnej czystości) – ofiary żołdactwa wszelkiej maści; aż po tych, których pożarł demon totalitaryzmów, najkrwawszego stulecia. Trudno nie wspomnieć też tych „szarych” ludzi, którzy w godzinie próby stawali się herosami wiary, miłości i zwykłej, ludzkiej solidarności, jak choćby ośmioosobowa rodzina Ulmów z Markowej (właściwie dziewięcioosobowa, gdyż żona Józefa Ulmy była w stanie błogosławionym). Ich proces beatyfikacyjny trwa wraz z procesem ponad stu innych męczenników II wojny światowej.

Stoją więc zwycięzcy ze znakiem męczeństwa w rękach. Oddają w dzień i w nocy chwałę Barankowi, który pokazał drogę ofiary i miłości. Są świadkami wobec Niego oraz wobec nas.

A my? Prosimy, aby Ojciec Miłosierdzia wejrzał na głos krwi przelanej. Ale czy sami słyszymy to wołanie? Choć nie stoimy w konieczności złożenia ofiary z życia, to jednak każdego dnia Bóg pyta o nasze wybory moralne. Pisał przecież św. Jan Paweł II w encyklice „Veritatis splendor”: „Kościół ukazuje wiernym przykłady licznych świętych mężczyzn i kobiet, którzy głosili i bronili prawdę moralną aż do męczeństwa, albo woleli umrzeć niż popełnić choćby jeden grzech śmiertelny. Wyniósł ich do chwały ołtarzy, to znaczy kanonizował ich świadectwo i publicznie uznał za słuszne ich przekonanie, że miłość Boga każe bezwarunkowo przestrzegać Jego przykazań nawet w najtrudniejszych okolicznościach i nie pozwala ich łamać nawet dla ratowania własnego życia”. Cóż na to powiedzą katoliccy małżonkowie, rodzice, młodzieńcy i dziewczęta, urzędnicy państwowi, nauczyciele, sprzedawcy, dziennikarze? Cóż powiedzą, gdy po swej śmierci staną oko w oko ze swymi braćmi, którzy okazali męstwo w obliczu próby?

„Istnieje bowiem” – pisał Jan Paweł II – „obowiązek świadectwa, które wszyscy chrześcijanie winni być gotowi składać każdego dnia, nawet za cenę cierpień i wielkich ofiar”.

ks. Łukasz Kadziński

Nasz Dziennik