logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Prawda musi wybrzmieć

Czwartek, 12 marca 2015 (10:04)

Z Mateuszem Kuźniarem, prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Archidiecezji Przemyskiej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Przed Sądem Okręgowym w Przemyślu ma dzisiaj rozpocząć się proces, jaki feministka Małgorzata Marenin wytoczyła ks. abp. Michalikowi. Jak reaguje na to młodzież?

– Młodzież archidiecezji przemyskiej reaguje w sposób jednoznaczny i zdecydowany. Znamy tę sprawę, przyglądamy się wszystkim wydarzeniom z tym związanym i jesteśmy oburzeni sposobem traktowania naszego arcypasterza, człowieka, który zawsze stał na straży prawdy i wolności oraz po stronie słabszych. Można odnieść wrażenie, że w usta ks. abp. Michalika próbuje się włożyć treści, których nie wypowiedział, natomiast pomija się to, na co zwraca uwagę, a mianowicie na problemy, które faktycznie mają miejsce i są rzeczywiście przyczyną różnych szkodliwych społecznie zachowań czy też wypaczeń. Pomija się sprawy zasadnicze. Myślę, że chodzi o to, żeby całą dyskusję sprowadzić do poziomu nierównego dialogu, gdzie nie daje się szansy na to, żeby prawda rzeczywiście mogła wybrzmieć.

Mamy do czynienia z szukaniem sensacji…?

– Myślę, że o to głównie chodzi w tym całym zamieszaniu. Młodzież to widzi i dlatego wyraża swoje poparcie dla ks. abp. Michalika. Jego nauczanie i postawa wobec spraw zasadniczych może być i jest wskazówką dla wszystkich wiernych nie tylko z naszej archidiecezji. W tej sytuacji nonsensem byłoby przyjmowanie za prawdę tego, co pewne grupy usiłują wmówić społeczeństwu, a przemilczanie faktycznych problemów, z którymi styka się nie tylko dorosłe pokolenie Polaków, ale także młodzież, problemów, na które zwraca uwagę nasz arcybiskup metropolita. Doświadczenie i głos ks. abp. Michalika są tu nieocenione i niezwykle potrzebne, bo budzą i zachęcają ludzi do myślenia, a nie jedynie przyjmowania podstawionych pod nos odpowiednio przygotowanych informacji.

Komu postawa arcybiskupa przeszkadza?

– Dla wielu środowisk mówienie prawdy, nazywanie rzeczy po imieniu, identyfikowanie zagrożeń jest niewygodne. Stąd wszelkie próby odwrócenia uwagi od rzeczy istotnych i skierowanie uwagi opinii publicznej w kierunku sensacji czy wręcz zdyskredytowania, w tym wypadku osoby ks. abp. Michalika. Skoro ktoś nie potrafi przedstawić rzeczowych argumentów, to próbuje atakować. To nic innego, jak próba zamknięcia ust przedstawicielowi Kościoła w Polsce.

Skąd bierze się ta niechęć?

– Nauka Kościoła oparta na prawdzie, wykluczająca kłamstwo i niesprawiedliwość społeczną jest niewygodna dla niektórych środowisk. Często nie zdajemy sobie sprawy z tego, że nieokiełznana próba ingerencji będzie miała wpływ na wychowanie przyszłych pokoleń Polaków. Wobec tych zagrożeń nie wolno nam przechodzić obojętnie. O tych negatywnych zjawiskach czy wręcz atakach mówi i przestrzega przed nimi w naszym imieniu Kościół oraz księża biskupi. Warto, abyśmy zdali sobie sprawę z tego, że od naszej postawy: przyzwolenia czy też sprzeciwu zależy to, jak będzie się toczyło życie w naszym kraju.

Czym grozi pobłażanie czy nawet bierne przyglądanie się tego typu atakom?

– Pod pozorem równości, wolności słowa próbuje się uciszyć biskupów, zagłuszyć naukę Kościoła. Bierna postawa to przyzwolenie na kolejne tego typu zachowania. Wśród słów wypowiedzianych przez ks. abp. Michalika trudno znaleźć takie, po których ktokolwiek mógł się poczuć urażony czy pokrzywdzony, a tym bardziej takie, które mogłyby motywować do wytoczenia procesu. Wobec powyższego nie powinniśmy pozostawać bierni. W takich przypadkach bierne przyglądanie się, bezczynność czyni autorów bezkarnymi i może potęgować kolejne ataki na Kościół, biskupów i kapłanów. Może dojść do sytuacji, w której będziemy zmuszeni skupiać się na procesach, a nie na wypełnianiu naszych obowiązków.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl