Kochani moi!
Lubię patrzeć na modlitwę dzieci.
Zazdroszczę dzieciom pierwszokomunijnym,
zazdroszczę słowami Mickiewicza:
Dziś cię za stołem Chrystus ugościł,
Dziś Anioł tobie niejeden zazdrościł;
Ty spuszczasz oczy, które Bóstwem gorą!
Jak Ty mnie swoją przerażasz pokorą!
Święta i skromna […]
Ja bym dni wszystkich rozkosz za nic ważył,
Gdybym noc jedną tak jak ty przemarzył.
Śliczne są pieśni i modlitwy pielgrzymów.
Stare to pieśni, dawne modlitwy o wolność,
kiedy Litwa i Korona były jedno,
ale są i inne modlitwy
ludzi współczesnych, pięknym językiem
powiedziane, modlitwy
współczesnych problemów.
Gałczyński tak się tłumaczy:
toć widzisz: jestem słaby, chory,
jeden z Sodomy i Gomory […]
Nie mogę. Zrozum. Jestem mały
urzędnik w wielkim biurze świata,
a Ty byś chciał, żebym ja latał
i wiarą mą przenosił skały […].
Posadę przecież mam w tej firmie
kłamstwa, żelaza i papieru.
Kiedy ją stracę, kto mnie przyjmie?
Kto mi da jeść? Serafin? Cherub? […]
O mój Boże!
Jak to wszystko pokomplikuje sobie człowiek.
A ja bym chciał uwierzyć jak dziecko.

