logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: / Inne

Ewangelia

Niedziela, 28 czerwca 2015 (08:07)

Aktualizacja: Niedziela, 28 czerwca 2015 (12:31)

Mdr 1,13-15; 2,23-24; Ps 30(29); 2 Kor 8,7.9.13-15; Mk 5,21-24.35b-43

 

Gdy Jezus przeprawił się z powrotem łodzią na drugi brzeg, zebrał się wielki tłum wokół Niego, a On był jeszcze nad jeziorem. Wtedy przyszedł jeden z przełożonych synagogi, imieniem Jair. Gdy Go ujrzał, upadł Mu do nóg i prosił usilnie: „Moja córeczka dogorywa, przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała i żyła”. Poszedł więc z nim, a wielki tłum szedł za Nim.

Przyszli ludzie do przełożonego synagogi i donieśli: „Twoja córka umarła, czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela?”. Lecz Jezus słysząc, co mówiono, rzekł przełożonemu synagogi: „Nie bój się, tylko wierz”. I nie pozwolił nikomu iść z sobą z wyjątkiem Piotra, Jakuba i Jana, brata Jakubowego.

Tak przyszli do domu przełożonego synagogi. Wobec zamieszania, płaczu i głośnego zawodzenia wszedł i rzekł do nich: „Czemu robicie zgiełk i płaczecie? Dziecko nie umarło, tylko śpi”. I wyśmiewali Go.

Lecz On odsunął wszystkich, wziął z sobą tylko ojca, matkę dziecka oraz tych, którzy z Nim byli, i wszedł tam, gdzie dziecko leżało. Ująwszy dziewczynkę za rękę, rzekł do niej: „Talitha kum”, to znaczy: „Dziewczynko, mówię ci, wstań”. Dziewczynka natychmiast wstała i chodziła, miała bowiem dwanaście lat. I osłupieli wprost ze zdumienia. Przykazał im też z naciskiem, żeby nikt o tym nie wiedział, i polecił, aby jej dano jeść.

 


 

Wiara, która ocala

„Nie bój się, wierz tylko!” – mówi Chrystus do Jaira. Czasem przychodzą takie chwile, że nie pozostaje nic innego, jak tylko wiara. Nader często – według ludzkich kategorii rozumowania – to jednak zbyt słabe zabezpieczenie, dlatego sięga się po nie na końcu, gdy zawiodą inne sposoby ratowania siebie. Bywa, że w którymś momencie zaczyna brakować czasu lub sił, bezwładność jest zbyt wielka! Wtedy w sercu rodzi się lęk, paraliżujący witalność i odbierający wolę życia, wtłaczający człowieka w doświadczenie bezgranicznej samotności, zniewalający beznadzieją. Wystarczy wtedy dotknąć wiarą „skraju szaty” Zbawiciela…

Nie zawsze jest to fizyczne uzdrowienie z choroby – czasem niesie w sobie akceptację własnego stanu, zrozumienie, że ma on wartość w oczach Boga i ku jakiemuś (wyż- szemu) celowi prowadzi. Bóg często daje coś zupełnie innego, niż to, o co prosimy – choć zawsze daje więcej. Nawet z sytuacji obiektywnie złej (cierpienie, choroba, śmierć) potrafi wyprowadzić dobro. Trudno to pojąć. Reakcją może być bunt, ironia, śmiech – tak jak to miało miejsce w domu przełożonego synagogi. Nie trzeba się nimi przejmować. Są wyrazem lęku i braku wiary.

Ks. Paweł Siedlanowski

Nasz Dziennik