Wniektórych mediach karierę robi znany już choćby z PRL zabieg używania słów Papieża do walki z przeciwnikami politycznymi czy nawet z niektórymi księżmi i biskupami. W ostatnich dniach dziennikarze i komentatorzy szczególnie uczynili ze słów Papieża o pomocy uchodźcom młot na tych, co choćby tylko stawiają pytania w związku z ogromnym napływem do Europy ludzi z Bliskiego Wschodu. Problem w tym, że niemal nikt tak naprawdę nie wsłuchuje się w to, co Franciszek mówi.
Co dokładnie powiedział Ojciec Święty: „Każda parafia, każda wspólnota zakonna, każdy klasztor i każde sanktuarium Europy niech ugości jedną rodzinę, zaczynając od mojej diecezji rzymskiej”. Przeczytajmy dokładnie: „RODZINĘ”. Dziwne, że jakoś tego nikt nie zauważył, choć wielu zauważa, że wśród uchodźców i emigrantów jest ogromna przewaga młodych mężczyzn, a nie całych rodzin. A Papieżowi wyraźnie chodziło o rodziny. To nie przypadek!
Gdyby jednak ktoś miał wątpliwości, to odsyłam do niedawnego wywiadu udzielonego przez Franciszka jednej z portugalskich katolickich rozgłośni. Tam Ojciec Święty podkreśla wprost, że w apelu, który skierował, chodziło mu „nie o osoby, ale o rodziny”. Uzasadnił to tym, że rodzina daje więcej pewności stabilizacji, aby uniknąć „infiltracji innego typu”. I za tymi słowami poszły czyny, bo wiadomo już, że właśnie dwie rodziny mają zamieszkać w Watykanie.
Pytanie tylko, dlaczego media, tak skrupulatnie przypominając Kościołowi o papieskim apelu w sprawie pomocy uchodźcom, przemilczają niemal powszechnie ten „szczegół”, że chodzi o rodziny. Odpowiedź jest oczywista i odsłania oczywistą hipokryzję wielu komentatorów. Wezwanie Papieża, aby przyjmować rodziny, wpisuje się bowiem w promocję małżeństwa i rodziny, jako instytucji prawa naturalnego, bez względu na wyznanie. A to oczywiście jest już politycznie niepoprawne, bo przecież w Europie z małżeństwem, jako związkiem kobiety i mężczyzny, i z rodziną raczej się walczy niż je wspiera.

