Czy w ten sposób chce nas pozbawić radości? Ale skądże! On właśnie chce, by poczucie szczęścia było w nas pełne i dojrzałe, by nic nie zdołało nas go pozbawić.
Dlatego właśnie już w drugi dzień radosnego świętowania narodzin Zbawiciela ukazuje nam św. Szczepana, który nawet w obliczu nienawiści nie traci ducha, bo wie, komu zawierzył. Nawet niebo otwiera się nad nim i widzi w nim Jezusa obok Ojca. To widzenie zapewnia go, że nic się nie zmieniło, że Ojciec nie cofa swojego betlejemskiego Daru dla niego. Co więcej, potwierdza, że z przyjęciem tego Daru przychodzi moc, która jest większa niż ludzka złość, grzech i śmierć.
Drugi dzień świąt uzdalnia nas do misji, do zadań, jakie Bóg stawia przed nami. Uświadamia nas, że prawdziwa chrześcijańska radość nie zatraca się sama w sobie i nie pozbawia czujności ani zdolności trzeźwego myślenia. Ta radość jest jak światło, które pozwala widzieć po Bożemu to, co dzieje się w człowieku i wokół niego. Daje też odwagę w chwilach próby, bo nie jest ulotnym doznaniem, ale zakorzeniona jest w niewzruszonej pewności, że Jezus – dar od Ojca – jest nieodwołalny.
Kto przyjmuje całym sobą Jezusa, który rodzi się dla nas – dla naszej radości, dla odwagi, dla pewności – ten wie, że niebo nad nim zawsze jest otwarte. A skoro tak, to znaczy, że Bóg czuwa. Bo jak Jezus stoi po prawicy Ojca (por. Dz 7,56), tak samo stoi przy człowieku, w największym jego lęku i boleści, by podtrzymać go i wyrwać ze szponów zwątpienia i z ciemności przeprowadzić w światłość. I w tym jest powód do radości.

