logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: / Inne

Ewangelia

Niedziela, 11 września 2016 (08:32)

Aktualizacja: Niedziela, 11 września 2016 (12:03)

Łk 15,1-10

Zbliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie: „Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi”.

Opowiedział im wtedy następującą przypowieść: „Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zgubioną, aż ją znajdzie? A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona i wraca do domu; sprasza przyjaciół i sąsiadów i mówi im: ’Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła’.

Powiadam wam: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia.

Albo jeśli jakaś kobieta, mając dziesięć drachm, zgubi jedną drachmę, czyż nie zapala światła, nie wymiata domu i nie szuka starannie, aż ją znajdzie? A znalazłszy ją, sprasza przyjaciółki i sąsiadki i mówi: ’Cieszcie się ze mną, bo znalazłam drachmę, którą zgubiłam’.

Tak samo, powiadam wam, radość powstaje u aniołów Bożych z jednego grzesznika, który się nawraca”.

 

 


 

Niebo w wersji "premium"

Jezus, tłumacząc zasady Bożej logiki miłosierdzia, odwołuje się do ludzkich doświadczeń: radości z odnalezionej drachmy, zagubionej owcy, wzruszenia ojca, który bierze w ramiona powracającego do domu syna. Nie mają one wiele wspólnego z rachunkiem ekonomicznym, trudno je też pojąć ludziom postrzegającym świat według ścisłych kategorii Prawa. Chrystus zakreśla granice relacji bosko-ludzkich w zupełnie inny sposób: kryterium jest wewnętrzna gotowość do wejścia na drogę nawrócenia i pokuty.

Słuchając słów o większej radości „z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia”, może czasem w sercu pojawić się małe ukłucie (analogiczne do tego, które towarzyszy medytacji Ewangelii opowiadającej o robotnikach w winnicy, tak samo nagrodzonych, a przecież pracujących w diametralnie różnych warunkach). Dlaczego starający się całe życie zachować wierność Bogu są zrównani z tymi, którzy „załapali” się do Nieba dopiero na finiszu? Czy nie miejsce tu na choćby małe wyróżnienie, np. miejscówkę w Niebie w wersji „premium”? Taki tok myślenia podsuwa nam ludzka logika. I niestety, czasem się dajemy złapać w jej pułapkę. Efekt? Zgorzknienie, pretensje do Pana Boga, szemranie…

Wydaje się, że istota problemu leży jeszcze gdzie indziej: wszyscy potrzebujemy nawrócenia. Czy ty i ja możemy powiedzieć: „Jestem na tyle doskonały, sprawiedliwy, że już nie muszę się starać być lepszym”? Jesteśmy grzesznikami, potrzebującymi nieustannie Bożego Miłosierdzia i Jego łaski. Nikt nie jest mocny sam z siebie. „Przechowujemy zaś ten skarb w naczyniach glinianych” – pisał św. Paweł o wierze. Dlaczego? „Aby z Boga była owa przeogromna moc, a nie z nas” (2 Kor 4,7). By nawet wtedy, gdy życie rozpadnie się na kawałki, podnieść się z upadku i – doświadczając Bożego Miłosierdzia – z nadzieją spojrzeć w przyszłość.

Nasz Dziennik