Powstaje nowy program duszpasterstwa rodzin w Polsce. W jakim stopniu jest on odpowiedzią także na takie problemy, jak odkładanie decyzji o małżeństwie przez młodych czy duża liczba rozwodów?
– Odkładanie małżeństwa i plaga rozwodów są zjawiskami społecznymi o wzrastającej tendencji. Oznaczają nie tylko zmiany cywilizacyjne, ale także osobowościowe w znaczeniu czasowości i braku stabilizacji w długiej perspektywie czasowej. Dla młodych ludzi wyzwaniem nie do pokonania staje się wierność małżeńska, deklarowana na początku, ale zanikająca później. Ukazuje się niezdolność do realizacji całożyciowych celów i dobieranych do nich zadań. Małżeństwa sakramentalne cierpią na zanik wiary i nie czerpią z darów łaski sakramentalnej. Skazują się na własne, jakże słabe i ułomne siły. To jest największy problem. Dzisiaj ludzie nie potrafią zdeklarować się do końca życia. I to zarówno w powołaniu małżeńskim, jak i w powołaniu zakonnym czy kapłańskim. Tym też można tłumaczyć kryzys powołań w Kościele.
Dziś cała sytuacja społeczno-kulturowa raczej nie sprzyja duszpasterstwu małżeństw i rodzin.
– To wszystko dzieje się pod wpływem swego rodzaju postępującej społecznej degradacji. Mentalność coraz bardziej powszechna stawia na cele indywidualne, na atomizację, ubiera się w postać indywidualnego konsumenta. Ta degradacja społeczna gloryfikuje życie tzw. singli, kładzie jednostronny nacisk tylko na życie zawodowe kosztem życia rodzinnego. To są swoiste działania destabilizujące, podmywające stałość relacji małżeńskich, rodzinnych i osobistych w szerszym znaczeniu. Kościół oczywiście nie będzie w stanie się wszystkim tendencjom przeciwstawić, ale przez duszpasterstwo musi tworzyć elity. Musi tworzyć choćby wspólnoty małżeństw, które są świadome swojej roli i swojego powołania małżeńskiego. Jest to bardzo ważne, bo tylko one mogą wówczas stać się modelem społecznym do naśladowania.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

