logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: / -

Ewangelia

Niedziela, 18 czerwca 2017 (08:51)

Mt 9,36 – 10,8

Jezus, widząc tłumy, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce niemające pasterza. Wtedy rzekł do swych uczniów: „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo”.

Wtedy przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszelkie słabości.

A oto imiona dwunastu apostołów: pierwszy – Szymon, zwany Piotrem, i brat jego Andrzej, potem Jakub, syn Zebedeusza, i brat jego Jan, Filip i Bartłomiej, Tomasz i celnik Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Tadeusz, Szymon Gorliwy i Judasz Iskariota, ten, który Go zdradził.

Tych to Dwunastu wysłał Jezus i dał im takie wskazania: „Nie idźcie do pogan i nie wstępujcie do żadnego miasta samarytańskiego. Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela. Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie”.


Rozważanie

Jeden, święty, powszechny, apostolski…

To fraza wyjęta z Credo. Doskonale nam znana. Praktycznie każdego dnia wyznajemy wiarę w „jeden, święty, powszechny, apostolski Kościół” – nie są to przymioty, które owo „święte zwołanie” (Ecclesia) posiadałoby samo z siebie. Dzieje się tak (pomimo niedoskonałości ludzi go tworzących, obecnego w nim grzechu, podziałów), ponieważ jest w nim obecny Chrystus – aż do skończenia świata – w mocy Ducha Świętego. Kościół jest apostolski, ponieważ został zbudowany na wierze apostołów – nie na ich osobistych przymiotach, koneksjach, kampaniach informacyjnych czy życzliwości sprawujących władzę. Jezus oparł go na słabych ludziach, którzy jednak umocnieni „mocą z wysoka”, wyposażeni w charyzmaty poszli na cały świat głosić to, co sami przeżyli i czego doświadczyli.

Czasem, w ferworze ewangelizacyjnym, tracimy tę świadomość. Piękne świątynie, medialna obecność Kościoła w przestrzeni publicznej, billboardy pomagają przeżyć spotkanie z Bogiem, wzmacniają zasięg katechezy, cementują jedność wierzących, ale przecież zawsze najważniejsza jest wiara wypełniająca ludzkie serca. Jeśli jej zabraknie, nawet najnowocześniejsze tuby zabrzmią głucho i pusto...

Mamy w zwyczaju cedować misjonarski obowiązek niesienia Ewangelii na innych, zlecając go, według naszego mniemania, „zawodowym” misjonarzom: kapłanom, zakonnikom czy świeckim specjalnie do tego się przygotowującym. Nic bardziej błędnego. Iluż wokół nas ludzi znękanych i porzuconych „jak owce niemające pasterza”? Łykających garściami antydepresanty, zarażających pustką swoje dzieci i wnuki. Choćby doba miała 48 godzin, kapłanom nie uda się do nich dotrzeć. Potrzebne jest obudzenie nas wszystkich! Wzmocnienie świadomości apostolskiej całego Kościoła. Akceptacja faktu, iż ja też mam coś w nim do zrobienia! To wiara czyni cuda. Im prostsza, pokorniejsza, wsparta łaską, tym mająca potężniejszą siłę rażenia. Tak było kiedyś i jest dzisiaj, pomimo że tak wiele się w świecie zmieniło.

 

Ks. Paweł Siedlanowski

Aktualizacja 18 czerwca 2017 (18:13)

Nasz Dziennik