logo
logo
zdjecie

Zdjęcie: arch/ -

Michalikowie ratowali Żydów

Sobota, 26 października 2013 (02:00)

Rodzina Michalików z narażeniem życia ratowała Żydów z getta w Zambrowie, rodzinnej miejscowości ks. abp. Józefa Michalika. Dowodzą tego odkryte właśnie dokumenty.

Księga Pamięci Żydów z Zambrowa („Sefer Zambrow”), wydana w Tel Awiwie w 1963 r., opisuje dzieje tamtejszej wspólnoty. Na prawie 700 stronach znajdują się liczne świadectwa ukazujące blaski i cienie historii polsko-żydowskiej w Zambrowie, gdzie Żydzi stanowili w XX wieku blisko 50 proc. mieszkańców.

Wiele miejsca poświęcono okresowi okupacji niemieckiej i co się z tym wiąże – zagładzie.

– Tylko w sierpniu i wrześniu 1941 r. Niemcy zamordowali ok. 2200 zambrowskich Żydów w okolicach pobliskiego Szumowa i Kołak. Następnie naziści utworzyli getto, gdzie gromadzili ludność żydowską z okolicy – zwraca uwagę ks. prof. Paweł Rytel-Andrianik z Jerozolimy, który badał historię tego getta.

Jak opisują ocaleni Żydzi, warunki bytowe były tam tragiczne, nie tylko dlatego, że kilka rodzin mieszkało w jednym pomieszczeniu, ale także dlatego, że ludzie cierpieli straszny głód.

– Starano się o jedzenie poza gettem, ale to groziło karą śmierci zarówno dla Żyda, jak i dla Polaka, który ginął nawet za podanie kromki chleba. Pomimo tak surowych kar i niebezpieczeństwa śmierci Dominik i Wiktoria Michalikowie, rodzice ks. abp. Józefa Michalika, przekazywali miejscowym Żydom jedzenie – relacjonuje ks. prof. Rytel-Andrianik.

Okazuje się, że w czasie istnienia getta mieszkali oni u najbliższych krewnych, ponieważ ich dom został spalony podczas działań wojennych. Krewni zaś mieli gospodarstwo rolne.

– Pod osłoną nocy Żydzi przychodzili do tamtejszej stodoły przez specjalne wejście od strony rzeki Jabłonki i odbierali jedzenie (do dziś zachował się fragment tego wejścia). Były też inne sposoby dostarczania pożywienia, w co angażowali się zambrowianie – zwraca uwagę ks. prof. Rytel-Andrianik. Trwało to do grudnia 1942 r., kiedy to Niemcy wywieźli ludność żydowską do obozu w Auschwitz w transportach po blisko 2000 osób.

Na tym pomoc Żydom się nie skończyła. Pomimo niebezpieczeństwa kary śmierci niektórzy Polacy z Zambrowa i okolic zdecydowali się ukryć Żydów i ocalić ich przed wywiezieniem do Auschwitz.

W ten sposób ocaleli m.in. Herszel Smoliar, Eleazar Williamowski, trzej bracia Stupnikowie, Beinusz Sarny, Hanna Copermann, Mosze Lewinsky, jak również Mosze Gierszonowicz, uratowany przez najbliższą rodzinę Wiktorii Michalik, mamy ks. abp. Michalika.

Do tej pory nie powstała żadna publikacja na temat pomocy udzielanej przez rodziców i rodzinę ks. abp. Józefa Michalika Żydom. Sam zaś przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski w wywiadzie rzece pt. „Kochać Boga, rozumieć człowieka” wyznał: „Nie było niechęci do Żydów, których w Zambrowie przed wojną było bardzo dużo. (…) Niektóre ciotki mówiły po żydowsku (w jidysz)”. Po zakończeniu wojny okazało się, że mieszkańcy Zambrowa i okolic uratowali liczną grupę miejscowych Żydów, narażając swoje życie i życie swych rodzin, o czym świadczą dokumenty zachowane zarówno w Jerozolimie, jak i świadectwa z Zambrowa.

Dlaczego napisanie dziś o bohaterstwie najbliższej rodziny ks. abp. Michalika jest ważne? Nie jest tajemnicą, iż obecnie przewodniczący polskiego Episkopatu jest bardzo atakowany w środkach społecznego przekazu. W jego życiorysie próbuje się znaleźć cokolwiek, aby wypaczyć jego obraz jako człowieka, kapłana i przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski.

Ukazanie w tym kontekście środowiska rodzinnego, z jakiego ktoś wyrasta, daje nowe światło na postawę danego człowieka.

– A jak wiadomo, sam Ojciec Święty Franciszek niejednokrotnie nawiązywał do roli swych rodziców oraz swej babci w dojrzewaniu jego wiary i postawy chrześcijańskiej – zwraca uwagę ks. prof. Rytel-Andrianik.

Sam zaś ks. abp Michalik podkreśla we wspomnianym wywiadzie rzece, iż od najbliższych przejął sposób wartościowania, a wpływ rodziców na jego życie był fundamentalny.

Sławomir Jagodziński

Nasz Dziennik