logo
logo

Zdjęcie: A.Kruczek/ Nasz Dziennik

Nie dajmy się podzielić

Sobota, 1 września 2012 (06:06)

Z JE ks. kard. Stanisławem Nagim z Krakowa rozmawia Anna Bałaban



W niedzielę, 9 września br., w polskich kościołach zostanie odczytane "Wspólne przesłanie do narodów Polski i Rosji". W mediach od jakiegoś czasu próbuje się zdyskredytować ten dokument w oczach wiernych i samych kapłanów...
- Przede wszystkim trzeba z całą mocą podkreślić, że podpisanie tego aktu było bardzo ważnym faktem historycznym, religijnym i narodowym. Bo oto w przyjaznym geście spotykają się przedstawiciele dwóch narodów i dwóch Kościołów. Mało tego, spotykają się na gruncie Ewangelii i służby Bogu. Ten właśnie klimat utrzymany jest w całym dokumencie, to jego główny ton. Słuchamy Ewangelii i po tym wszystkim, co się wydarzyło między nami, próbujemy się porozumieć. A dlaczego? Bo jesteśmy chrześcijanami. Jako chrześcijanie musimy odwoływać się do słów Pana Jezusa: "Abyście byli jedno", i pamiętać o tym, że nie możemy ustawicznie być w starciu, w starciu zwłaszcza nienawistnym. Naszym zadaniem jest podejmowanie starań o to, by być jednym.


Ale na tej drodze pojawiają się przeszkody...
- Oczywiście. Przeszkody przede wszystkim historyczne. I my o tym wiemy. Ale ten dokument nie podejmuje problematyki historycznej, dlatego że jest ona bardzo szeroka i skomplikowana. Dla nas bazą jest Ewangelia. Chrześcijanie powinni się porozumieć. A my przecież jesteśmy braćmi w chrześcijaństwie i braćmi poprzez słowiańskie korzenie. I to jest najważniejsze. A fakt, że są punkty wątpliwe, jest czymś zrozumiałym ze względu na zaistniałą rzeczywistość. Bo przecież do tej pory oba nasze narody żyły w ustawicznym napięciu, pretensji, w atmosferze żalu i wyrzutów. My, Polacy, jesteśmy wyjątkowo wyczuleni na krzywdy, których doświadczyliśmy, i mamy naturalny pęd ku temu, ażeby widzieć ten ogrom zła, jaki wyrządził Narodowi Polskiemu naród rosyjski, a zwłaszcza rosyjski reżim komunistyczny. Te ogromne straty i potworne krzywdy, jakich doznawaliśmy przez co najmniej dwa wieki - ze szczególnym natężeniem w ostatnim okresie komunizmu - są trudne do wybaczenia. I to jest ten punkt, który stwarza pewne trudności przy takim zbliżeniu się narodów. Ale pomimo wszystkich tych dramatycznych zdarzeń, jak choćby zsyłki na Sybir, działanie KGB, Katyń, zbrodnie komunistyczne dokonane na Polakach, jesteśmy dzisiaj gotowi wyciągnąć do siebie ręce. Bo to są ręce bratnie i chrześcijańskie. A tym, co nami powoduje, są słowa Pana Jezusa, który mówi, żebyśmy nie żyli w nienawiści.


Dokument wyraźnie stanowi, że "przebaczenie nie oznacza oczywiście zapomnienia".
- I to jest właśnie istota, że choć nie zapominamy o tym wszystkim, choć tego nie wymazujemy, to jednak wybaczamy. Na to się musimy zgodzić. W Modlitwie Pańskiej mówimy: "(...) i odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom". To jest kodeks chrześcijaństwa.


Niektórych jednak razi, że - jak się wydaje - dokument niejako na równi stawia stopień pokrzywdzenia obu narodów.
- Rzeczywiście, pojawia się tutaj pewien kłopot, bo przesłanie w pewnym momencie sprawia wrażenie porównywania, a nawet zrównywania stopnia krzywd wyrządzonych Narodowi Polskiemu przez rosyjski i na odwrót. To jest sprawa nie dość precyzyjnie chyba w tym dokumencie przedstawiona. Dla nas, Polaków, nie do przyjęcia jest teza, jakoby krzywdy, które wyrządziliśmy Rosjanom, równały się tym, które oni nam wyrządzili. Bo to jest w ogóle nieporównywalne. I tu szereg ludzi może się buntować przeciwko takiemu podejściu, ale jest to jedyny punkt, który w moim pojęciu budzi zastrzeżenia.


Co, zdaniem Waszej Eminencji, jest szczególnie warte podkreślenia w podpisanym dokumencie?
- Zdecydowany sprzeciw wobec liberalizmu, wobec wykroczeń przeciwko rodzinie, wobec aborcji i eutanazji. I to jest silny i niezwykle jasny punkt tego dokumentu. Bo my musimy przyjąć nasz punkt widzenia - chrześcijański, katolicki, ewangeliczny. Nie możemy pozwolić sobie go odebrać, choć będą środowiska liberalistyczne i zlaicyzowane, środowiska bliskie "Gazecie Wyborczej", które będą próbowały nas go pozbawić. Chrześcijanie nie mogą pozwolić się podzielić i dlatego pomimo wątpliwości, jakie mogą się rodzić, musimy przyjąć fakt podpisanego porozumienia i zaakceptować gest patriarchy Cyryla I i ks. abp. Józefa Michalika.


Czy możliwe jest rozpatrywanie tego aktu, jaki się dokonał pomiędzy oboma Kościołami, w kontekście Fatimy i jej przesłania?
- W jakimś stopniu na pewno tak. Fatima jest zapowiedzią przegranej komunizmu. To jest właśnie przegrywanie komunizmu. Bo poprzez ten dokument Rosjanie wyrzekają się komunizmu i wszelkiego zła, jakiego ten system dokonał. To dalsza klęska komunizmu i jego dezawuowanie. Matka Najświętsza zapowiadała, że doprowadzi do upadku komunizmu w Rosji, a to, co się dokonało 17 sierpnia, jest dalszym upadkiem komunizmu.


To znaczy, że akt zawierzenia Maryi Rosji, jakiego dokonał bł. Jan Paweł II, przynosi dziś owoce?
- W jakimś sensie tak, choć oczywiście nie da się tutaj przyłożyć linijki i dokładnie wszystkiego zmierzyć. Można jednak z całą pewnością powiedzieć, że jest to kolejne zwycięstwo Matki Najświętszej.


Nasuwa się tutaj myśl, że podpisane przesłanie jest nie tylko wyrazem zwycięstwa nad komunizmem poprzez potępienie dokonanych zbrodni, ale także poprzez zdecydowany sprzeciw wobec tego "nowego komunizmu", który dziś zalewa Unię Europejską, wobec odejścia od chrześcijaństwa i wobec kryzysu rodziny.
- Świetna uwaga! To jest chyba to największe osiągnięcie. Wiadomo, że komunizm nie zginął, ale przedzierzgnął się w inteligencką ideologię nazywaną liberalizmem. Ale ci, którzy za tym stoją, są ciągle tymi samymi nihilistami, jakimi byli, tylko że już w krawatach. Największe niebezpieczeństwo, jakie zagraża chrześcijaństwu, to groźba zbratania się dwóch śmiertelnych wrogów obecnych m.in. w Unii Europejskiej: komunizmu i masonerii. Dlatego też to porozumienie jest odcięciem się od tego, co stanowi także program i rdzeń Unii Europejskiej. To naprawdę ważny czynnik w naszej walce z tendencją do laicyzacji.


Zagraniczne media milczały w tych dniach na ten temat...
- Bo czują, że to jest uderzenie w laicki system, który idzie z zachodniej Europy. Oni nie będą tego komentować, bo to jest dla nich niewygodne. My się liczymy, bo nas, Słowian, nas, chrześcijan, jest dużo. Polski Kościół jest dziś bardzo widoczny i mocny. Proszę mi powiedzieć, gdzie nie ma polskich kapłanów? I to właśnie ich boli, dlatego przemilczeli to wydarzenie. Ale my nie możemy pozwolić, by to zostało zdeprecjonowane. Te pojedyncze nagłaśniane protesty, które się pojawiają, nie mogą wziąć góry nad rozsądkiem i nad powagą autorytetu Episkopatu.


Ten autorytet Kościoła zdaje się bardzo przeszkadza również niektórym frakcjom w Polsce. Widać to choćby teraz, u progu nowego roku szkolnego i prób podważania obecności katechezy w szkole...
- Polska szkoła ma pełne prawo do tego, by uczono w niej katechezy. Bo Polska jest Narodem chrześcijańskim, w którym większość stanowią ludzie wierzący. Oni mają prawo życzyć sobie, aby podatki, które płacą, szły także na religijne kształcenie ich dzieci. Byłoby krzywdą dla katolików i naruszeniem ich głębokich praw, gdyby im tego odmówiono. Wychowanie religijne to jeden z najbardziej istotnych obowiązków rodziny i jej przedłużenia, tj. szkoły. Wszyscy wiedzą, jak trudna jest młodzież, jak łatwo ulega różnym wypaczeniom. Tam, gdzie nie ma katechizacji, tam w stopniu nasilonym występują różnego rodzaju patologie. Jeżeli więc tego zaopatrzenia duchowego nie będzie w postaci katechezy, to wtedy ta młodzież będzie łatwiej poddawała się degradacji, bo zostanie sama.


W tym kontekście warto też przypomnieć, kto wcześniej wyrzucał religię ze szkół.
- Zawsze komunizm! Jeszcze za Polski sanacyjnej komuniści robili wszystko, ażeby to wychowanie katolickie zostało podminowane. Kiedy przyszła komuna, to pierwszą rzeczą było wyrzucenie Konkordatu, zdeptanie prawa do ochrony życia i wyrugowanie katechezy ze szkoły. To typowa komunistyczna robota, więc jeżeli chcemy wybrać taką drogę, to idziemy torami komunistycznymi. A przecież podobno myśmy się już z komunizmu wyzwoli i dalej chcemy się z niego wyzwalać. Nie możemy pozwolić na to, ażeby komuniści nadal gospodarowali w tej ważnej sprawie, jaką jest nauczanie religii.


Ruch Palikota już podejmuje działania mające pokazać, jak kosztowne, a więc zbyteczne jest to nauczanie. "Gazeta Wyborcza" zaś wskazuje m.in., że rzekomo problemem jest ocena z religii na świadectwie...
- A kim jest Palikot? To człowiek, który opiera się na trzech "nie": "nie" dla życia, "nie" dla moralności i "nie" dla praw natury. A "GW"? Komu ona służy? Skąd się wzięła? Ciągle ten sam program: walka z religią, walka z Bogiem. Dla nas, chrześcijan, to jest kolejne środowisko, które musimy skreślić z naszego punktu widzenia. Jeśli pojawiają się znów takie zakusy na katechezę, to musimy stawić im opór.


Co robić, żeby katecheza stawała się skutecznym narzędziem ewangelizacji?
- O to musi zadbać też rodzina i społeczeństwo, ale ogromną rolę ma tutaj do odegrania państwo. Mam jednak poważne wątpliwości co do tego, czy ono dzisiaj wypełnia w tym względzie swoje zadanie. Już te pomruki, że można wyrzucić religię ze szkoły, albo nawet to, że obarcza się nią administrację lokalną, są dowodem na to, że państwo nie ma tutaj czystych rąk. Poza tym wiemy, iż państwo decyduje o oświacie, i wiemy, jakie próby podjęło m.in. po to, żeby wyrzucić z programów nauczania np. historię, a wraz z historią - patriotyzm. Doskonale pamiętamy, kto w prasie wypowiadał się przeciwko patriotyzmowi. Patriotyzm jest naszą cechą narodową, czymś, czym zawsze się szczyciliśmy i za co potrafiliśmy płacić ogromną cenę. Dlatego nadal musimy być patriotami i walczyć o ten patriotyzm w naszych dzieciach. Każda próba niszczenia w dzieciach patriotyzmu czy pomniejszania go jest zamachem na nas samych. Stąd też wyrzucanie historii, okrajanie jej jest zamachem na patriotyzm, zamachem na interesy Narodu. Musimy się temu przeciwstawiać.


Dziękuję za rozmowę.

Anna Bałaban

Aktualizacja 1 września 2012 (07:53)

Nasz Dziennik