Już w pierwszych rozdziałach Pisma Świętego poznajemy Boga Stwórcę jako Tego, który czyni wszystko, co istnieje, mocą swej twórczej woli. Jako Wszechmocny objawia się też Pan Zastępów Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi (Wj 6,3). Prorok Izajasz w swojej wizji mesjańskiej nazywa „Bogiem Mocnym” Chrystusa. O Jezusowej potędze świadczą cuda, jakie czyni On na ziemi – wskrzesza umarłych, depcze i ucisza żywioły, karmi tysiące ludzi, aby do końca pokonać śmierć i powstać z martwych.
Wbrew jednak tym prawdom w codziennej egzystencji wydaje nam się, że to nie Bóg, ale zło jest mocne i potężne. Strach przed działaniem diabła sprawia, że gotowiśmy zakrzyknąć z przerażeniem: „Nadciągnął bowiem naród przeciw mojemu krajowi, mocny i niezliczony” (Jl 1,6). Widząc swoją słabość, własne winy i skutki grzechów przodków, łatwo jest nam zwątpić w moc Bożą, łatwo też poddać się rozpaczy i beznadziei. Tymczasem Pan, często dopuszczając zło, poddaje próbie naszą wytrwałość i wiarę. Często też wybiera to, co słabe, chcąc pokazać, że wszystko, co mamy, pochodzi z Jego ręki.
Prawdziwa moc jest domeną Boga. Człowiek może okazać się mocny, o ile będzie chciał zaufać Stwórcy. Droga do tego wiedzie jednak poprzez uznanie własnej niemocy. Święty Paweł pisze: „Mam upodobanie w moich słabościach, w obelgach, w niedostatkach, w prześladowaniach, w uciskach z powodu Chrystusa. Albowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny” (2 Kor 12,10). Tylko świadomość własnego ubóstwa – czy to w przestrzeni duchowej, czy materialnej – może przekreślić niezdarne wysiłki radzenia sobie w swoim życiu po ludzku i skierować do tego, który naprawdę jest mocen uczynić wszystko w dziejach jednostek i narodów.
W dziejach Polski niejednokrotnie Bóg pokazywał „moc swego ramienia” (Łk 7,51). Działo się tak jednak wówczas, gdy potrafiliśmy w jedności wołać o Jego zmiłowanie. Tak było podczas potopu szwedzkiego, kiedy to król polski ugiął kolana przed Matką Syna Bożego, oddając się w Jej władanie. Tak było też w sierpniu 1920 roku, gdy Naród wraz ze swymi pasterzami poświęcił się Najświętszemu Sercu Jezusowemu. Tak samo też stało się już w XX wieku, pod koniec komunistycznej nocy – wieloletnia modlitwa, Jasnogórskie Śluby, ofiara Prymasa i wstawiennictwo Papieża Polaka zaowocowały zerwaniem, wydawałoby się nierozerwalnych, kajdan. Bardzo brakuje dzisiaj tak wytrwałej modlitwy i serc gotowych poświęcić się dla walki o wolność wewnętrzną Bożych dzieci.
Jak wygląda Twoja modlitwa za Ojczyznę? Ile osób udało Ci się do niej namówić? Czy modlisz się z wiarą, wiedząc, że to Bóg, a nie ludzkie działania, jest jedyną siłą zdolną ocalić w przyszłych pokoleniach wiarę? Czy w Twoich rozmowach więcej jest kalkulacji politycznych, społecznych lub socjologicznych, czy też zachęty do ufności w moc żywego Boga?

