Z krwawym konfliktem w Demokratycznej Republice Konga (DRK) rząd tymczasowy DRK, USA, UE, ONZ i Unia Afrykańska nie mogą sobie poradzić od lat 90. To w tej chwili jedna z najdłużej trwających rzezi kontynentu, jeśli nie świata, który kosztował życie ok. 6 mln ludzi.
Eksperci ONZ ostrzegają, że ugandyjscy rebelianci islamscy ze Sprzymierzonych Sił Demokratycznych (ADF) prowadzący wojnę na wschodzie kraju rozpoczęli współpracę z radykalnym ugrupowaniem somalijskim, a to oznacza zmianę statusu tego konfliktu z etniczno-polityczno-ekonomicznego na religijny.
Ponieważ zaś większość populacji DRK to katolicy i protestanci, wkrótce państwo może stać się kolejnym, oficjalnie, krajem prześladowań chrześcijan. Oficjalnie, ponieważ Demokratyczna Republika Konga od dawna była przeze mnie podawana jako obszar, gdzie takie prześladowania trwają, ale dokonywane są one pod przykrywką tzw. wojny domowej i trudno je formalnie zaliczyć do systemowego i planowego prześladowania chrześcijan. Teraz się może to zmienić.
Henri Ladyi, ekspert i dyrektor Centrum Przezwyciężania Konfliktów (CRC) w Beni (miasto w prowincji Kiwu Północne) powiedział, że ONZ, władze DRK i Ugandy potwierdziły alians między islamskimi rebeliantami z ADF a Al-Szabaab. Dzięki temu porozumieniu aktywność ADF ponownie wybuchła ze zdwojoną siłą.
W wyniku lipcowego ataku rebeliantów na miasto Kamango w ciągu trzech dni do Ugandy napłynęło ponad 60 tys. uchodźców. Czerwony Krzyż zarejestrował łącznie 70 tys. uchodźców. Pod koniec września grupa zabiła pięć osób w Beni i porwała 36 cywilów.
Władze Ugandy wielokrotnie potwierdzały sojusz ADF z Al-Szabaab i Al-Kaidą (co jest naturalne, ponieważ Al-Szabaab jest oficjalnym skrzydłem Al-Kaidy na terenie Rogu Afryki).
Napięcie muzułmańsko-chrześcijańskie
Napływ bojowników islamskich z zagranicy stwarza napięcia w społeczeństwie DRK. Władze regionu i policja w Beni poddają lokalnych muzułmanów stałej kontroli, aresztują ich i przesłuchują, ponieważ ze wschodniej części kraju rekrutowani są i wysyłani do Somalii wyznawcy islamu, aby przechodzić szkolenia w obozach terrorystów islamskich. Ofiarami podejrzeń padają zatem często umiarkowani muzułmanie, którzy są niewinni. A to tworzy napięcie między muzułmanami a chrześcijanami, co jest nowością, ponieważ wspólnoty te dotąd żyły ze sobą w pokoju i harmonii. W tym roku w wyniku operacji wojennych, wysiedleń, gwałtów, uprowadzeń, grabieży, mordów nastąpił brak stabilizacji i poczucia bezpieczeństwa, co przekłada się na relacje bezpośrednie między wyznawcami dwóch tych religii.
Dochodzi też do prowokacji milicji Mai-Mai, która udając muzułmanów, dokonuje aktów kryminalnych, zrzucając odpowiedzialność na islamistów z ADF. Lider społeczności muzułmańskiej Mussa Anguandia w Beni powiedział agencji informacyjnej IRIN, związanej z ONZ, że muzułmanie w Beni stanowią wprawdzie ok. 4 proc. populacji, ale w wyniku represji i prowokacji grożą, że chociaż są mniejszością, potrafią się bronić i „odpowiednio” zareagować. „To nie jest problem islamu, ale problem manewrów politycznych”, stwierdził Anguandia. Z kolei Henri Ladyi ostrzega, że może to oznaczać albo początek nowej islamskiej grupy samoobrony, albo poszukiwanie wsparcia umiarkowanych dotąd muzułmanów u radykałów z ADF.
Niezależnie od tego, ludność, zarówno chrześcijańska, jak i muzułmańska, jest nękana falą porwań. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy Al-Szabaab porwała pół tysiąca osób. Część z nich jest przymusowo rekrutowana do grup bojowych, inni zostali porwani dla okupu. Los trzech uprowadzonych kapłanów katolickich jest nadal nieznany.
- Sytuacja jest bardzo niepokojąca, a rozwiązanie nie nadchodzi - powiedział Ladyi, pomimo faktu, że Misja Stabilizacyjna Organizacji Narodów Zjednoczonych w Demokratycznej Republice Konga (MONUSCO) złożyła ofertę amnestii dla bojowników islamskich, która, także przez brak współpracy Ugandy z ONZ, się nie powiodła. Masowe mordy, wysiedlenia i gwałty trwają nadal.

