logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: CLEMENS BILAN/ PAP/EPA

Kryzys zażegnany?

Czwartek, 8 lutego 2018 (22:01)

Z prof. dr hab. Mieczysławem Rybą, wykładowcą Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II i Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, rozmawia Mariusz Kamieniecki 

Wygląda na to, że kryzys rządowy w Niemczech powoli wygasa…

– Rzeczywiście wygląda na to, że przynajmniej przejściowo kryzys ten zostanie zażegnany. Przy czym koalicja, która się zawiązała, nie jest łatwą koalicją. Widać to chociażby przy uzgadnianiu szczegółów, w różnicach zdań np. w kwestii imigrantów, gdzie CSU i SPD prezentują zgoła odmienne czy nawet sprzeczne stanowiska. Poza tym wiemy, że przedłużający się proces negocjacyjny umocnił sondażowo Alternatywę dla Niemiec AfD, a osłabił CDU i SPD. W tej chwili w Niemczech mamy do czynienia z perspektywą czterech lat czy raczej trzech i pół roku rządów, bo przypomnę, że wybory odbyły się we wrześniu 2017 roku i blisko sześć miesięcy trwało formowanie się rządu, a kadencja cały czas płynie. Establishment niemiecki począwszy od CDU po SPD jest cały czas wystawiony na ataki opozycji AfD mieniącej się antysystemową, która pierwszy raz weszła do Bundestagu i niejako z marszu stała się trzecią siłą polityczną w Niemczech. Tak czy inaczej sytuacja polityczna, owszem została załagodzona i najprawdopodobniej rząd CDU/CSU-SPD powstanie, aczkolwiek nie sądzę, żeby napięcia na niemieckiej scenie politycznej tak szybko zniknęły.  

Czy stworzony niejako pod przymusem rząd zapewni stabilizację na scenie politycznej w Niemczech?

– Rząd, jaki powstanie w sensie ilościowym przekładającym się na głosy w Bundestagu, oczywiście zapewni stabilną większość, i tutaj nie widzę zagrożenia. Natomiast warto przypomnieć, co mówił we wrześniu ubiegłego roku – po wyborach – przewodniczący SPD Martin Schulz, twierdząc, że jego formacja przechodzi do twardej opozycji. Tymczasem po kilku miesiącach zmienia zdanie i wchodzi do koalicji z CDU/CSU, co pokazuje, że mamy tu do czynienia nie tyle ze zmianą zdania, co ze sprzecznością wobec przyjętej linii politycznej przez tego polityka. Ta zmienność, brak stabilności oczywiście powoduje wrzenie w zapleczu SPD, ale także w CDU. Również sama Angela Merkel nie ma już takiej pozycji jak wcześniej, kiedy rozdawała karty, błyszczała, kiedy z jej zdaniem wszyscy się liczyli. Dzisiaj jest ona politykiem mocno poranionym przedłużającymi się rozmowami koalicyjnymi. Tak czy inaczej, ten rząd powstanie, będzie miał stabilną większość parlamentarną, ale czy będzie to rząd wewnętrznie spójny, czy nie będzie targany napięciami, można mieć wątpliwości. Ponadto będzie to rząd, który musi się obawiać, że na wewnętrznej scenie politycznej niemieckiej powstaną różne, coraz mocniejsze byty antyestablishmentowe i za niespełna cztery lata wiele rzeczy w niemieckiej polityce może się zmienić.      

Niemcy z nowym rządem będą – jak twierdzi Martin Schulz – odgrywać aktywną i wiodącą rolę w Unii Europejskiej?

– Prawdopodobnie będziemy mieli do czynienia z próbą podążania drogą w kierunku przyspieszonej integracji, czyli tworzenia superpaństwa europejskiego, i to w sytuacji, w której ruchy odśrodkowe – w wielu krajach – są coraz mocniejsze. Czyli będzie to krok do przodu, ale co by nie powiedzieć, to nie wróży dobrze ani Europie – bo ma się to nijak do oglądu spraw w różnych narodach i społecznościach, ani również Polsce. Proszę pamiętać, że spotęgowanie wizji Europy dwóch prędkości i różnic między państwami członkowskimi może się pogłębiać. Niemcy wychodzą z nowym rządem, Angela Merkel będzie starym, nowym kanclerzem, a więc kurs pod tym względem będzie utrzymany. Z drugiej jednak strony Martin Schulz będzie – jak wszystko wskazuje – ministrem spraw zagranicznych, i to jest kurs dla Polski niekorzystny. Jak to wszystko razem będzie wyglądało i jak się to przełoży na konkretne działania, pokaże życie. Można się jednak spodziewać, że rząd niemiecki wespół z francuskim będą chciały przyspieszyć procesy państwowotwórcze w Unii Europejskiej po to, aby wygasić wszelkie podmiotowe, narodowe ruchy w różnych krajach, szczególnie środkowoeuropejskich.

Pozycja kanclerz Merkel, która przez pół roku nie potrafiła sformować rządu, będzie na forum międzynarodowym tak samo mocna jak wcześniej?

– Pozycja Angeli Merkel po tych wszystkich zawirowaniach wewnętrznych jest oczywiście słabsza. Merkel jest dużo słabsza w swojej partii, słabsza w relacjach koalicyjnych – jak wiemy, nie była w stanie szybko i sprawnie skleić większości parlamentarnej niezbędnej do funkcjonowania rządu. Ponadto ciągnie się za nią kwestia imigrantów i napięcia z tym związane, które cały czas się potęgują. To wszystko przekłada się także na jej pozycję międzynarodową. Przypomnijmy, że nie kto inny jak właśnie Angela Merkel ogłosiła politykę „otwartych drzwi”, co spowodowało niekontrolowany napływ imigrantów nie tylko do Niemiec, ale także do państw Europy Zachodniej i związany z tym kryzys uchodźczy. Dlatego niewykluczone, że przed Angelą Merkel ostatnia kadencja w roli kanclerza Niemiec. To wszystko sprawia, że napięcia w Niemczech mogą rosnąć, bo różnice chociażby w tak ważnej kwestii jak polityka uchodźcza między CSU a SPD są wyraźne. Co, by nie powiedzieć, są to jednak dwa różne światy, różnice zdań w tej kwestii pojawiły się nawet wewnątrz koalicji CDU/CSU, a co dopiero mówić o różnicach między socjaldemokratami a CSU.

Wszystko wskazuje na to, że poza rządem znajdzie się dotychczasowy wicekanclerz i minister spraw zagranicznych – Sigmar Gabriel…

– Proszę zwrócić uwagę, że nie tylko socjaldemokrata Sigmar Gabriel znajdzie się – jak wszystko na to wskazuje – poza rządem, ale żadnego stanowiska ministerialnego nie otrzyma też obecny szef MSW Thomas de Maiziere z CDU. To jest efekt przetasowań, jakie się dokonują na niemieckiej scenie, gra dotyczy także poszczególnych stanowisk w rządzie. Jak wiadomo, szefem niemieckiej dyplomacji ma zostać Martin Schulz, który, delikatnie rzecz ujmując, nie jest przyjaźnie nastawiony do Polski. Pamiętamy jego agresywny ton i deklaracje antypolskie, jakie stawiał jako przewodniczący Parlamentu Europejskiego. W ten sposób lansował się jako polityk silny, wyrazisty, który idzie w kierunku pogłębionej integracji europejskiej. Można się zatem spodziewać, że jako szef dyplomacji będzie próbował przygaszać polityczną alternatywę w swoim bezpośrednim zapleczu. Odczytuję to jako wyraz gry wewnątrz obozu socjaldemokratycznego. Inną kwestią pozostaje to, jak się sprawdzi na stanowisku szefa MSZ Martin Schulz, który zawsze był postacią głośno wyrażającą swoje poglądy, jednak w wielu wypadkach mało skuteczną. Robił dużo hałasu, ale efekt był mierny. Przypomnijmy, że kiedy powrócił z Brukseli na scenę wewnętrzną niemiecką, wydawało się, iż bez problemu zostanie kanclerzem i pokona Angelę Merkel, a jego partia SPD wygra wybory. Pojawiały się nawet korzystne dla niego skoki sondażowe, ale ostatecznie ze swoim ugrupowaniem zdobył bodaj że najmniej głosów wyborców po II wojnie światowej. Dlatego nie przeceniałbym wartości tego polityka.          

Jeśli szefem niemieckiej dyplomacji zostanie Martin Schulz, który nie jest przyjaźnie nastawiony do Polski to, czy możemy się spodziewać ostrzejszego kursu wobec naszego kraju?

– Jeśli chodzi o osobę Martina Schulza, to można się spodziewać ostrzejszego kursu wobec Polski. Do tej pory bynajmniej nie ocieplał relacji z rządem polskim, z rządem Prawa i Sprawiedliwości, trudno więc oczekiwać, żeby nagle w tej jego postawie coś się diametralnie zmieniło. O ile kanclerz Angela Merkel też miała różne wypowiedzi na temat Polski, to w porównaniu z Martinem Schulzem były one bardziej stonowane. Sytuacja jest więc mocno skomplikowana, pamiętajmy, że nie tylko Polska jest obecnie problemem niemieckim w całej przestrzeni unijnej. Jaki będzie front, jakie będą decyzje, wszystko zależy od unijnych decydentów. Jednak z całą pewnością nominacja Martina Schulza na szefa niemieckiej dyplomacji to nie jest dobra wiadomość dla Polski.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

Aktualizacja 10 lutego 2018 (23:45)

NaszDziennik.pl