logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Niemiecko-rosyjska energetyczna obłuda

Niedziela, 20 grudnia 2020 (14:59)

Z dr. Krzysztofem Kawęckim, politologiem, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak odbiera Pan informację o wznowieniu prac przy budowie gazociągu Nord Stream 2?

Gdy rozpoczynała się realizacja projektu Nord Stream 2, w 2015 roku niektórzy eksperci słusznie zwracali uwagę, że nie ma szans na zablokowanie tej inwestycji przez Unię Europejską. Nadzieję stwarzała skądinąd bardzo jednoznaczna i zdecydowana postawa Stanów Zjednoczonych. Jednak sankcje amerykańskie jedynie na pewien czas zablokowały rozbudowę gazociągu. Wówczas już jednak projekt był praktycznie na ukończeniu. Nie jestem zatem zaskoczony wznowieniem prac związanych z układaniem gazowego rurociągu.

Wygląda więc na to, że projekt Nord Stream zostanie dokończony. Tym bardziej że do ułożenia zostało ok. 150 km gazociągu: 120 km – na terytorialnych wodach duńskich i 30 km – na wodach niemieckich.

Spełniają się słowa prezydenta Rosyjskiej Federacji Władimira Putina, który mówi, że budowa Gazociągu Północnego jest praktycznie zakończona. Zgodni w tej opinii są także politycy niemieccy. Kanclerz Angela Merkel, kiedy otruty został Aleksiej Nawalny, kiedy pojawiły się naciski, żeby nałożyć sankcję na Rosję, w tym również dotyczące wstrzymania projektu Nord Stream, nie określiła się w sposób jasny. Natomiast kilka dni temu podczas swojego wystąpienia w Bundestagu stwierdziła, że niemieckie stanowisko wobec gazociągu się nie zmieniło. Z kolei inni politycy niemieccy, w tym szef dyplomacji Heiko Maas, parę miesięcy temu w sposób jasny stwierdzili, że gazociąg Nord Stream 2 zostanie ukończony nawet bez pomocy zagranicznych partnerów. I jak widać, Niemcy i Rosja konsekwentnie do tego dążą.

Myślę, że po 20 stycznia, czyli po zaprzysiężeniu Joe Bidena na prezydenta Stanów Zjednoczonych, możemy się spodziewać intensyfikacji niemieckich działań lobbingowych wśród Demokratów. Tak czy inaczej Niemcy będą robić wszystko, żeby ten wspólny rosyjsko-niemiecki projekt gazowy dowieźć do końca, z przyzwoleniem Stanów Zjednoczonych, czy też bez. W niemieckich mediach pojawiły się też informacje o fundacji użyteczności publicznej, której powołanie pozwoliłoby na ominięcie sankcji amerykańskich.

Szef niemieckiej dyplomacji Heiko Maas w jednym z wywiadów powiedział: „My, Europejczycy, uważamy, że eksterytorialne sankcje są niezgodne z prawem”. Czy nikt nie jest w stanie postawić się Berlinowi?

Jest wielu polityków niemieckich, w tym minister środowiska, ochrony przyrody i bezpieczeństwa nuklearnego, Karsten Sach, który mówi, że gazociąg Nord Stream jest konieczny i dlatego Niemcy pomogą Rosji dokończyć projekt. W podobnym tonie wypowiada się szef dyplomacji Niemiec, Heiko Maas, który wyraził przekonanie, że gazociąg zostanie ukończony. Zatem pozostaje jedynie pytanie, kiedy to nastąpi. Proszę też zwrócić uwagę, że w Europie w zasadzie poza Polską i krajami bałtyckimi nikt nie występuje przeciwko realizacji projektu Nord Stream 2. Wygląda to tak, jakby nie zdawali sobie sprawy, że po dokończeniu tego rosyjsko-niemieckiego projektu de facto staną się zależni od rosyjskiego gazu.

Tak czy inaczej ten brak europejskiej solidarności państw europejskich ogranicza możliwości oddziaływania Stanów Zjednoczonych i pozwala ministrowi spraw zagranicznych Niemiec formułować takie opinie. Potwierdza to też nieskuteczność amerykańskich sankcji. Wygląda zatem, że czarne chmury, jakie się pojawiły nad budową gazociągu Nord Stream 2 pod koniec 2019 roku wraz amerykańskimi sankcjami, teraz się rozchodzą. Przypomnę, że wówczas w efekcie zagrożenia amerykańskimi sankcjami z przedsięwzięcia wycofały się szwajcarska firma Allseas wraz ze swoimi statkami do układania rur na dnie morskim oraz norweska firma Det Norske Veritas nadzorująca jednostki obsługujące projekt Nord Stream 2.

Dlaczego amerykańskie sankcje na dłuższą metę nie przyniosły rezultatów?

Jedynym krajem, który teoretycznie mógłby wstrzymać budowę drugiej nitki gazociągu, były, bo już chyba nie są w stanie zablokować teraz tego projektu, właśnie Stany Zjednoczone. Sankcje amerykańskie nałożone zostały zbyt późno, w końcowym okresie kadencji prezydenta Donalda Trumpa. Poza tym sankcje objęły jedynie firmy budujące Nord Stream 2, ale nie dotyczyły firm sprzedających gaz. Nałożenie sankcji w sytuacji, gdy gazociąg został właściwie już zbudowany, nie mogło być skuteczne.

Jak Pan zauważył, przeciwnikiem dokończenia rosyjsko-niemieckiego projektu jest prezydent Trump, ale jego kadencja dobiega końca. Czy po objęciu władzy przez Bidena amerykańskie stanowisko może się zmienić? 

Niemcy być może liczą, że po zmianie gospodarza w Białym Domu Demokraci i prezydent Joe Biden – mimo krytycznego stosunku do gazociągu – będą bardziej otwarci na ich argumenty. Jednak – w mojej ocenie – stanowisko Stanów Zjednoczonych nie ulegnie zmianie. Joe Biden i jego doradcy już w przeszłości wypowiadali się zdecydowanie przeciwko budowie drugiego rurociągu. Prezydent elekt zarzucał nawet Donaldowi Trumpowi prowadzenie zbyt łagodnej polityki wobec Putina.

W kwestii Nord Stream 2 stanowisko Republikanów i Demokratów jest zbieżne. Dyplomacja amerykańska ma świadomość, że monopol Gazpromu w zakresie dostaw gazu będzie wspierał rosyjskie dążenia poszerzenia wpływów w Europie Środkowo-Wschodniej. A tym samym ograniczy możliwości polityki amerykańskiej na tym obszarze. Ważniejsze dla Amerykanów mogą być aspekty ekonomiczne. Sądzę, że Joe Biden, podobnie jak Donald Trump, będzie zainteresowany dostawami skroplonego gazu LNG ze Stanów Zjednoczonych do Polski i innych krajów Europy.

Nord Stream godzi w bezpieczeństwo energetyczne wielu państw. Jak to jest z niemiecką solidarnością, nie tylko energetyczną? Kanclerz Merkel z jednej strony mówi, że nie można przymykać oczu na kontrowersyjne kwestie, a z drugiej strony trzyma sztamę z Putinem…

Nie ma niemieckiej solidarności energetycznej, tak jak nie ma unijnej solidarności w tym zakresie. Unia Europejska postulowała z jednej strony nałożenie sankcji na Rosję za zajęcie Krymu, a z drugiej strony zachowuje się biernie wobec budowy drugiej nitki gazociągu łączącego po dnie Bałtyku Rosję z Niemcami. Oczywiście jest to niezgodne z założeniami unijnej polityki energetycznej, która określa, że nie może być praktyk monopolistycznych. Tymczasem taka sytuacja ma miejsce w przypadku Gazpromu, który jest jednocześnie właścicielem gazociągu i dostawcą błękitnego paliwa.

Czy można powiedzieć, że Niemcy stoją w rozkroku – jedną nogą w Brukseli, a drugą na Kremlu?

Na tym właśnie polega strategia niemieckiej polityki – budować swoją mocarstwową politykę w Europie w oparciu o „dwie nogi” Rosję i Unię Europejską. Projekt Nord Stream 2 jest tego najlepszym przykładem. Znamienne jest również to, że budowa Nord Stream 2 rozpoczęła się wkrótce po aneksji Krymu przez Rosję.

Co może oznaczać dokończenie projektu Nord Stream?

W pierwszej kolejności oznacza to umocnienie politycznych i ekonomicznych relacji Moskwy i Berlina. Poza tym pogłębienie podziału wewnątrz Unii Europejskiej na kraje „starej Unii”, które ulegają dyktatowi Berlina, i kraje Europy Środkowo-Wschodniej, dla których niezależność – także energetyczna – jest niezwykle ważna.

A dla Polski…?

Dla nas jest to ważne przypomnienie, że geostrategiczne położenie między Niemcami a Rosją nie uległo zmianie. Współpraca Niemiec i Rosji zawsze prowadziła do podważania niepodległości, a nawet jedności terytorialnej naszego państwa. W wymiarze doraźnym dokończenie projektu Nord Stream 2 oznacza dla Polski zagrożenie bezpieczeństwa energetycznego, a potencjalnie także politycznego.

                Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl